Diaboliczna poniekąd kobieta. Nie czytałam książki Gregory, ale chyba się skuszę (z zasady nie czytam powieści historycznych, jednak Philipa Gregory – z wywiadów – wygląda mi na mądrą i znakomicie poinformowaną historycznie babkę). Za to czytałam fragmenty jej biografii. Fascynująca, ale w negatywnym raczej sensie. Tym bardziej chora jest jej ambicja, że prawa do korony miała kiepskie, delikatnie rzecz ujmując, a do tego przekazała je synowi, gdy żyli całkowicie legalni pretendenci. Cóż, you can. Tak to działało. Bez wątpienia była niezwykle wykształcona i uduchowiona, tylko że jednak była zwykłą zdrajczynią, która aż się prosiła o zabicie (knuła i knuła non stop), ale zbyt litościwy był Ryszard III. Niestety? Dowodów jej winy było aż nadto, a jednak Małgorzata pojawiała się na dworze, gdzie hołubiono ją jako drugą lub trzecią damę w kraju. W każdym razie była niezwykle skuteczna.
Jak dla mnie, "Margareta R" to podpis typowy dla królowej. Władcy, a nie zwykli ludzie czy książęta nawet, podpisywali się imieniem i literką R (ewentualnie całym słowem rex lub "regina"). Czy miał to być skrót od "Richmond"? A kto inny wówczas tak sobie skracał tytuł własności do jakiegoś hrabstwa? Nie widziałam analogicznego podpisu. Nie wiem, czemu część historyków angielskich uznaje, że tak mogło być, ale być może widzieli kilka takich – wyjątkowych – przykładów (pełne imię i inicjał od tytułu). Ja nie, a obejrzałam sporo podpisów właców. Zreszta tak Małgorzata nie podpisywała się od zawsze, tylko od pewnego konkretnego czasu. Wcześniej waśnie zdarzało się "Richmond" – tak samo, jak Ryszard III przed objęciem tronu też nie podpisywał się "G", tylko pełnym tytułem księcia Gloucester.
Niei sądzę, że to akurat Małgorzata zabiła książąt z Tower. No ale gdyby to zrobiła, to co niby byłoby w tym dziwnego? Ryszard też ich prawdopodobnie nie zabił. Zrobił to ktoś inny i teza, że zrobił to bardzo zainteresowany objęciem tronu Buckingham, który miał taką możliwość właśnie, wygląda mi całkiem sensownie. Najbardziej sensownie. Te szczątki dwóch młodocianych osobników to nie są raczej szczątki książątek. Po prostu skojarzono okolice schodów z cudaczną opowieścią Tomasza Moore'a, w której szczegóły są tudorowską propagandą i gdzie wszystkie szczegóły są podejrzane.