You must be logged in to post Login Register


Register? | Lost Your Password?

Search Forums:


 






Wildcard Usage:
*    matches any number of characters
%    matches exactly one character

"Everything is beautiful"

UserPost

10:53 am
February 10, 2011


Xenka

Kraków

Member

posts 109

Macie tu w końcu tę moją tfu!rczość ;D Większość zapoznała się z tym fanfikiem już na filmwebie, ale pojawili się nowi członkowie naszej tudorowej rodzinki, więc bierzta i czytajta xD

Zastanawiam się, czy nie napisać jeszcze jakiegoś fanfika… A na razie, proszę, moje jedyne tudorowe działo :) 

 

- Panie Kingston, czy
przekazałeś królowi wieść, że jestem brzemienna? – spytała Anna.

Jej drobna dłoń spoczywała
na brzuch; pieściła miejsce, które skupiało uwagę wszystkich oczekujących matek,
nieświadomych nawet, że chronią swoje dzieci w każdej godzinie. Ale to, co
nosiła pod sercem Anna Boleyn było czymś ważniejszym, niż tylko zwykłym,
kolejnym dzieckiem. Było ostatnią szansą na to, aby rodzina Boleynów powróciła
do łask króla. Aby Henryk zachował małżeństwo i uznał Elżbietę za następczynię
tronu. Ostatnia szansa na to, aby Anna Boleyn nie została stracona.

Od wczorajszego popołudnia
przebywała w Tower. Pomimo gniewu, król zapewnił jej najlepszą celę, celę
królewską, w której przebywała w warunkach skromnych, ale z podkreśleniem
całego szacunku, jaki należy się byłej królowej. Byłej, bowiem dzisiejszego
poranka konstabl Kingston przyniósł Annie wieść, że została pozbawiona korony
Królowej Anglii, a nawet tytułu markizy Pembroke. Od tego momentu, aż do swojej
śmierci i po niej, Anna tytułowana być miała zaledwie Lady Anną. Nie wolno jej
było już używać tytułu królowej, nie został jej zachowany, jak Katarzynie,
nawet tytuł księżnej. Została zhańbiona w oczach dworu i całej Anglii.
Zhańbiona, opuszczona kobieta. Poniosła los, jakiego kiedyś życzyła Katarzynie.

Potarła skroń, aby
odpędzić te złe myśli.

- Pani, król wie o twoim
stanie. Zostałaś jednak oskarżona o paranie się czarami, a dziecko, które w
sobie nosisz, uznane zostało za pomiot szatana, z którym, zgodnie z opinią
biskupów, obcowałaś, aby posiąść moc, za pomocą której uwiodłaś króla.

- Wierzysz w to, panie
Kingston? – Anna spuściła oczy, jakby już teraz oczekiwała uderzenie
katowskiego miecza.

- Lady Anno, to, w co
wierzę, nie ma tutaj żadnego znaczenia – odparł łagodnie mężczyzna – Zostałaś
oskarżona o zdradę stanu, czary, a nawet … spółkowanie z własnym bratem. Król,
w swojej łaskawości, zdecydował się wszakże nie skazywać cię na długą i bolesną
śmierć na stosie. Okazał ci nawet szacunek, wszak ścięta zostaniesz mieczem, a
nie toporem.

Nastała krótka chwila
milczenia, którą przerwał Kingston.

- Więcej oczekiwać nie
możesz, pani.

Anna spuściła głowę i
przez chwilę starała się opanować emocje. A więc nie ma nadziei…

- Rozumiem… – powiedziała
cicho, ledwie słyszalnie. Nagle jednak poderwała głowę z nową nadzieją w oczach
– Czy jednak moja egzekucja nie mogłaby być oddalona do czasu, aż powiję
dziecko?

Konstabl spuścił wzrok i
nie odpowiedział.

- Rozumiem – szepnęła
Anna. Wspomnienie jednak, że winna umrzeć jak dumna królowa, napełniło jej serce
odwagą. Kobieta wyprostowała się dumnie – Rozumiem – powtórzyła z całym
spokojem i siłą, na jakie było ją teraz stać – Dziękuję, panie Kingston.

- Lady Anno – konstabl
skłonił się nisko i opuścił komnatę królowej.

Anna została sama na
środku swojej komnaty-celi, jako że służki i damy dworu, na czas rozmowy,
wycofały się do sąsiedniej izby. Dopiero po wyjściu konstabla Kingstone`a,
wszystkie powoli zaczęły wyłaniać się i wchodzić do izby sypialnej, w której
Anna przyjmowała teraz gości. Wszystkie słyszały rozmowę i nie wiedziały, jak
zachować się w takiej okoliczności. Były dobrze urodzone i wykształcone w
sztuce dotrzymywania towarzystwa możnym tego świata, ale nie posiadały własnego
rozumu. Gdyby posiadały, nie przyjęto by ich na dwór.

- Wasza Wysokość –
podeszła jedna z dam dworu. Miała nadzieję, że zwracając się do Anny starym
tytułem sprawi jej radość – Czy możemy coś dla ciebie zrobić?

- Nie chcę umierać – syknęła
Anna, wpijając w nią ostry wzrok – Nie chcę… umierać – wydyszała, a jej twarz
pokrył grymas wściekłości.

- Nie chcę umierać! –
wrzasnęła z całej siły.

Wpadła w szał. Z
wściekłością i siłą, o którą nikt by jej nie podejrzewał, zaczęła odtrącać i
odpychać służące, które starały się ją uspokoić. Miotała się po komnacie,
rzucała po ziemi i zwierzęco wyła, wzywając na świadków wszystkie siły i
wartości.

Jakże nienawidziła króla!
Nigdy jej nie kochał, nigdy nie pragnął dla niej dobra. Jedyne, czego chciał,
to kobiety, która urodzi mu zdrowego, ładnego syna. Nigdy nikogo nie kochał.
Nie kochał Katarzyny, nie kochał Anny. Chciał tylko syna. Kiedy mu go nie dała,
skazał ją na śmierć. Przeklęty!

Anna opadła na ziemię
zanosząc się płaczem, dławiąc łzami i wyjąc cicho. Dopiero po chwili zaczęły
się do niej zbliżać przestraszone służące.

 

***

Dzisiejszy dzień Henryk
spędzał w swoim osobistym gabinecie, na który przeznaczona była średniej
wielkości komnata w pałacu. Zgromadził tu wszystko, co bliskim było jego sercu.
Znajdowało się tu więc niewiele sprzętów, a jedynie przez wspaniałość tych,
które tu zgromadzono, widocznym było, iż jest to komnata króla Anglii. Poza
kominkiem, kandelabrami i innymi niezbędnymi elementami wyposażenia, znajdował
się tu jedynie jeden, mały stół, a ściany, zamiast arrasów, przyozdabiały
zdobycze Henryka z polowań.

Sam król od rana
przemierzał swoją komnatę od jednego jej końca do drugiego. Obliczył, że
komnata miała na długość około trzydziestu męskich kroków. Obliczył, ile
trofeów zawieszonych jest na ścianach i ile łącznie świec pomieszczą jego
kandelabry. Wszystko to na nic. Nie mógł zapomnieć o tym, co miało się dzisiaj wydarzyć.
Egzekucja tej ladacznicy psuła mu radość z nadchodzącego spotkania z Lady Jane
Seymour. Ta dziewka, nawet stojąc nad grobem, niszczyła jego szczęście. Henryk
nie zazna spokoju, dopóki Anna będzie żyła. Nie będzie mógł rozpocząć nowego
życia, obmyć się z brudu i czarów, jakie rzuciła na niego ta wiedźma.

Rzucił się w końcu na
krzesło, bo chora noga nie pozwalała mu na razie na dalszy wysiłek. Zagryzł
pięść i wbił ostre spojrzenie w blat stołu. Jane… jakże czystą była, jakże
nieskalaną w obliczu Anny. Jakże inną. Kobieta tak delikatna, tak doskonale
czysta na pewno da mu syna. Bóg nie mógł pobłogosławić związku z Anną, to
oczywiste, ale teraz nic nie stanie na przeszkodzie w szczęściu z Jane. Nic.

Wtem otworzyły się drzwi i
do komnaty wkroczył Cromwell.

- Wasza Wysokość – ukłonił
się nisko.

- Już po wszystkim? –
spytał Henryk – Egzekucja przesunięta była na dwunastą. Już po wszystkim? –
warknął napastliwie.

- Panie – Cromwell na
wszelki wypadek ponownie się ukłonił – Zamówiony kat wciąż nie przybył.
Egzekucja została przełożona… na jutro.

- Co?! – krzyknął król,
zrywając się z krzesła, ale opanował się i tylko ciężko oparł o stół, ciskając
z oczu sztyletami  w Cromwella – Chcę,
żeby umarła. Rozumiesz? Ma umrzeć! – krzyknął – Nie obchodzi mnie kat.
Urżnijcie jej łeb nożem kuchennym. Ma być martwa – wysyczał przez zęby –
Dzisiaj umówiony jestem z Lady Jane, będę prosił o jej rękę. Jeżeli ta wiedźma
będzie wciąż żyła, na pewno rzuci jakiś czar, żeby wszystko popsuć.

- Panie… Lady Anna… -
Cromwell przełknął ślinę – Lady Anna pytała przez konstabla Kingstone`a, czy
jej egzekucja nie mogłaby być odłożona do czasu, aż urodzi swoje dziecko.
Utrzymuje, że to dziecko króla i…

- Milcz, Cromwell! –
krzyknął Henryk, zmiatając wściekłym ruchem wszystko, co znajdowało się na
stole, a potem wycelował palcem w mężczyznę – Ten bękart, który zagnieździł się
w jej przeklętym łonie nie jest moim dzieckiem! Anna miała setki kochanków, to
dziecko jednego z nich. Albo… – znów oparł się wściekle o stół – samego
szatana, z którym spółkowała.

Oderwał się od stołu i na
powrót zaczął chodzić po komnacie, jak rozjuszony lew po klatce.

- Kiedy zostanie ścięta,
chcę, żeby jej ciało zostało rozczłonkowane. A potem wyszarpiesz to, co
znajdowało się w niej i przyniesiesz mi.

Podszedł powoli do
Cromwella, jednak jedno spojrzenie w jego oczy mówiło, że każdy jego ruch to
walka z własną furią. Każda sekunda to próba opanowania wściekłości. Że jedynie
kropli potrzeba, aby czara przelała się i aby utonęli wszyscy, którzy staną na
drodze króla.

- I zadbaj o to, żeby tym razem
egzekucja odbyła się już na pewno. Inaczej jutro kat będzie miał dodatkową
głowę do ścięcia. Wynoś się – warknął i ruszył w głąb sali, ale zatrzymał się i
przywołał gestem Cromwella.

- Przygotuj wszystko do
mojego ślubu z Jane – kazał.

- I do koronacji, Wasza
Wysokość?

- Nie – zaprzeczył żywo
król – Nie będzie koronacji. Jane Seymour zostanie moją skromną żoną i nie
będzie koronowana na królową Anglii.

- Jak rozkażesz, Wasza
Wysokość – Cromwell ukłonił się i pospiesznie opuścił komnatę.

 

***

Anna siedziała na swoim
łóżku, czytając psalmy. Dużo czasu upłynęło, zanim była w stanie skupić swoją
uwagę na tym, co czyta. Teraz jednak czuła się dużo lepiej. Wiara dała jej
wewnętrzny spokój; czuła, że z radością wyjdzie na spotkanie z Bogiem i
odnajdzie w jego Królestwie wieczny spokój. Jej myśli nie zaprzątały sprawy
doczesne. Czuła się wyciszona, spokojna, pogodzona ze sobą i ze światem. Pogodzona
z sumieniem.

Jedynie lęk o to, czy tak
długie oczekiwanie nie zburzy jej odwagi, męczył ją i odrywał jej myśli od
rzeczy boskich. Pragnęła odejść jak królowa. Jak królowa, którą należy pamiętać
i szanować. Z dumą. Dając świadectwo i przykład swojej wewnętrznej sile i
oddaniu się Bogu. Swojego syna porodzi już w niebie, a Bóg ujrzy, iż
rzeczywiście jest to syn Henryka i przyjmie ją z jej dzieckiem. Bezwiednie
trzymała małą książeczkę psalmów tylko w prawej dłoni. Lewa spoczywała na
łonie, głaszcząc dziecko umiłowanego mężczyzny.

Tylko czasami coś się w
niej burzyło i buntowało. Czasami przygryzała wargę, bo jakieś zwątpienie
kazało jej biec przed siebie, krzyczeć i błagać o to, aby dano jej szansę. Aby
jej nie zabijano. Wiedziała, że nie pokonała jeszcze w pełni nadziei na
przeżycie, ale czuła się umocnioną w Bogu.

Do Anny zbliżyła się
służąca i szepnęła jej na ucho:

- Wasza Wysokość, Sir
Tomasz Boleyn jest tutaj.

Kobieta zerwała się z
łóżka, odrzucając na bok książeczkę z psalmami. Przegrała ze swoją nadzieją,
choć nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Jeżeli przybył tu papa, na pewno
musiał mieć dla niej dobre wieści. Na pewno król ulitował się nad nią i odeśle
ją do klasztoru. A może nawet pozwoli wrócić do domu?

Drzwi do celi były
zamknięte, ale otworzona została zaślepka, przez którą więźniowie mogli
rozmawiać z tymi, których nie wolno było wpuszczać do komnaty.

Jednak nadzieja Anny
otrzymała silny cios, kiedy kobieta dostrzegła, że jej ojciec jedynie
przechodzi obok celi, nie mając zamiaru się zatrzymać. Nie ma jej nic do
powiedzenia? Nawet… pożegnania?

- Papo! – wyrwało jej się
z piersi.

Sir Tomasz zatrzymał się i
spojrzał na córkę, jakby zupełnie niezadowolony, że nie powstrzymała się i
zawołała go.

- Papo, jest jeszcze
szansa – powiedziała żywo, przytulając twarz do otworu, w którym widziała ojca
– Król wypełnił moje łono. Noszę pod sercem królewskiego syna. Proszę, pomóż mi
– załkała, ale rysy jej się wyostrzyły, kiedy nie otrzymała żadnej odpowiedzi –
To twoja wina! – warknęła – Ty chciałeś uczynić mnie królową. Ty chciałeś, abym
spróbowała zachować jego względy na dłużej. Błagam – jęknęła, a po policzkach
poleciało jej kilka słonych i ciężkich łez – Może jeszcze jest nadzieja? Może…
Może jeżeli porozmawiasz z królem… Zapewnisz go, że byłam czysta, kiedy za
niego wychodziłam… Papo! – krzyknęła histerycznie. Sir Tomasz bowiem,
wysłuchawszy córki, spuścił jedynie wzrok i bez słowa odszedł.

Anna osunęła się powoli na
ziemię. Straciła wszystko, także spokój ducha i wiarę w Boga, który każe nie
lękać się śmierci. Okazała słabość w obliczu próby. Okazała…

Nowy impuls kazał jej
wstać i pobiec do okna. Przez to okno musiała ujrzeć ojca. Ujrzeć go po raz
ostatni.

Podbiegła i przytuliła się
do szyby. Ujrzała go. Przechodził… Spojrzał na nią i poczuła, że wiara i siła
znów napływają do jej serca. Że nie lęka się śmierci i nie żałuje niczego, co
zrobiła. Nie żałuje swojego życia.

Położyła dłoń na szybie i
pogłaskała ją, sycąc się widokiem ojca. Ten jednak prędko odwrócił twarz i
ruszył przed siebie.  Nie oglądnął się
już.

- Papo… – szepnęła Anna,
czując, jak nowa fala smutku napływa do jej piersi. Powstrzymała ją, osuwając
się z wolna, tuląc szybę, potem parapet, potem kamienną posadzkę, na której się
położyła i przymknęła oczy.

 

***

 

Nastał wieczór. Londyn
powoli kładł się do snu, usypiając wszystkie swoje dzieci, zamieszkujące jego
granicę. Słońce abdykowało już na rzecz księżyca i nowe królestwo zapanowało w
bożym świecie – królestwo mroku i ciszy.

Anna kilka godzin temu
przysunęła do okiennicy krzesło, siedziała teraz na nim, wpatrując się w czarną
barwę nocy. Nie poruszała się, oddychała płytko. Nie otarła nawet łez, które
zmoczyły jej twarz dzisiaj, w czasie spotkania z ojcem. Nie wiedziała i nie
chciała wiedzieć, co dzieje się wokół niej. Wspominała wszystkie chwile, które
kiedyś uznała za warte zapamiętania. Było ich wiele. Któż pomyślałby, że
zostanie królową Anglii? Któż pomyślałby, że Tower, któremu tak lubiła
przyglądać się za młodu, stanie się miejscem, w którym oczekiwać będzie
śmierci? I któż pomyślałby, że mężczyzna, który niegdyś wyznawał jej miłość,
który dla niej poruszył niebo i ziemię, zwaśnił się z Rzymem, rozwiódł z żoną,
teraz okaże jej nienawiść tak wielką, aby pragnąć jedynie jej jak najszybszej
śmierci?

- Anno… – usłyszała za
sobą cichy i ciepły głos. Głos, który znała tak dobrze, a którego nigdy nie
dość jej było słuchać.

Tuż za nią stał Henryk.

- Przybyłeś – uśmiechnęła
się – Jak dobrze, że jednak mnie kochasz. Bo kochasz mnie, prawda? –zmarszczyła
brwi.

Mężczyzna przystąpił do
niej i rzucił się na kolana. Ujął jej dłonie w swoje i pocałował je gorąco.

- Wszystko jest piękne –
szepnął z pasją.

- Tak bardzo się bałam –
zaszlochała cicho – Urodzę ci syna – zapewniła żywo, zbliżając swoją twarz do
jego – Dotrzymam obietnicy i urodzę ci syna.

- Nie bój się, Anno…
Wszystko jest piękne… – szepnął, nachylając się, aby ponownie ucałować jej
dłonie.

- Wasza Wysokość – służąca
delikatnie potrząsnęła ramieniem Anny – Wasza Wysokość, czas spać.

Anna powoli otworzyła
ociężałe powieki. Nie było przy niej Henryka, była tylko służąca. Śniła? Śniła
na jawie?

- Nie będę dzisiaj spała –
powiedziała słabym głosem.

Śniła? Śniła na jawie?

- Wasza Wysokość… – nalegała
służąca.

Śniła? Śniła na jawie?
Utraciła go naprawdę?

- Powiedziałam – odparła
ostro.

Śniła? Śniła? Śniła na
jawie? Henryk nie przybył, prawda?, spytała w myślach samą siebie.

Odwróciła się na powrót
twarzą do okna, otuliła się własnymi ramionami i pozwoliła, aby jedna samotna
łza spłynęła po jej policzku.

- Wiesz, naprawdę  kochałam króla – powiedziała po chwili,
czując, że służąca wcale się nie oddaliła – Zawsze był dla mnie dobry, otaczał
mnie opieką, okazywał mi szacunek. Żałuję tylko, że zbytnio zaślepioną byłam
walką o władzę, o pozycję na dworze, aby lepiej poznać Henryka. Odrzuciłam z
tego powodu siostrę. Zwaśniłam się z ojcem. Nie chcę umierać – spojrzała w
końcu na służącą – Ale być może to jest mi pisane za moje winy względem króla i
rodziny? Nie zawsze byłam dobrą żoną, sprzeciwiałam się i nie okazywałam
pokory, ale Bóg mi świadkiem, że w żaden inny sposób nie zgrzeszyłam przeciwko
mojemu władcy. Istotnie – przyznała niechętnie – wiele razy myślałam o innych
mężczyznach, ale mojego ciała nigdy nie posiadł nikt poza królem.

Po tej przemowie wymownym
ruchem brwi kazała oddalić się dziewczynie. Pragnęła zostać sama i resztę
swoich myśli opowiedzieć Bogu.

 

***

 

„Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a
przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi,
ponieważ wszyscy zgrzeszyli…”

Anna powoli, z
namaszczeniem zamknęła Biblię i odłożyła ją na stolik. Poczuła się senną i
zmęczoną, nie mogła jednak udać się na spoczynek. Nie. Nie mogła przespać swojej
ostatniej nocy na świecie. Pragnęła czuwać, gdyż jej zmysły w ciągu ostatnich
godzin wyostrzyły się niezwykle.

Miała w sercu wiarę w
życie wieczne i to, że po śmierci uda się do nieba, wszakże obawiała się, czy
Bóg zechce przyjąć ją w swoim Domu. W jej sercu zagościło wiele grzechów,
pycha, zazdrość, nieskromność, pragnienie śmierci bliźniego.

Wybacz mi, Boże, szepnęła
w myślach.

Wstała ze swojego krzesła,
podeszła do okiennicy i otworzyła ją, wpuszczając do swojej komnaty powiew
ostrego, chłodnego powietrza. Choć była druga połowa maja, teraz, w środku
nocy, powietrze stawało się chłodne. Pachniało… Czym pachniało? Anna nie
potrafiła tego nazwać i zrozumieć, wiedziała jedynie, że urzekało ją to, co
czuje. Czemu nigdy dotąd nie pragnęła uchwycić zapachu nocy? A jak pachnie
dzień? Jutro zdąży się o tym przekonać, zanim… Zanim… Dlaczego nigdy nie
poświęciła choćby chwili na to, aby zatrzymać się i zjednoczyć z nocą,
przyjmując jej szatę, włosy spryskując perfumami jej woni?

Pamiętała wszakże kilka rzeczy.
Pamiętała zapach wiosennej trawy i pamiętała zapach pni drzew, pod którymi
zwykła, z książką, spędzać dnie, panną jeszcze będąc.

Tak bardzo chciałaby
dostać teraz choć jeden kwiat, aby umilał jej te długie, ciężkie chwile… Może
pozwolono by jej?… Niemądra. Za późno już na to.

 Odeszła od okna, nie zamknęła go jednak.
Pragnęła, aby zapach nocy, który zaniedbywała przez tyle lat, rozniósł się po
całej komnacie. W te kilka godzin pragnęła wynagrodzić sobie wszystkie
zaniedbania, których dopuściła się przez całe życie.

Najciężej było jej przez
to, że cierpieć musiała zupełnie sama. Ze świadomością, że nikt na świecie już
jej nie kocha, nikt nie zapłacze po jej śmierci, nikt nie jest z nią teraz
ciepłymi myślami. Była samotna duchem i ciałem.

Tak bardzo pragnęłaby… raz
jeszcze, choć na sekundę cofnąć czas, choć na jeden uśmiech powrócić do czasów,
kiedy była szczęśliwa u boku Henryka. Ostatni raz poczuć jego ciepło i umrzeć w
jego ramionach.

Uśmiechnęła się smutno.
Przecież to on skazał ją na śmierć. Gdyby nie jego wola, nie byłoby jej tutaj.
Wszystko zawdzięczała i wszystko utraciła przez niego. Jednak on ją kochał. Bez
wątpienia darzył ją miłością. Przecież był zawsze taki dobry i ciepły. To jej
wina, to ona zawiniła. To od niej odwrócił się Bóg, nie dając jej syna. To ona
go zawiodła, choć był dobry i cierpliwy.

Te kilka myśli otuliło ją
ciepłym płaszczem i jej pragnienie spełniło się. Przez ułamek sekundy Henryk
był przy niej, pieścił ją w ramionach. I wszystko było jak kiedyś. Wszystko
było piękne.

 

***

 

Nie potrafiła pokonać snu
i postanowiła ulec mu tuż nad ranem. Właśnie wtedy noc jest najmroczniejsza.
Tuż przed świtem noc stawała się najczarniejsza. Czy tak samo było ze śmiercią?
Czy nie była jedynie najciemniejszym akcentem tuż przed wzejściem słońca?

Poczuła narastający lęk i
zapragnęła uciec do łóżka. Nie bała się wszakże śmierci, już nie. Lękała się
jedynie o swoją duszę. Czuła, że wokół niej rodzą się demony, które chcą ją
zabrać z sobą.

Ujęła suknię w dłonie i
pobiegła do swojej alkowy. Kiedy już miała siąść na łóżku, nocną ciszę rozciął
głos, który ugodził Annę boleśniej, niż tysiąc katowskich mieczy tnących jej
nagie ciało.

- Jesteś jedynie
bezwstydną istotą, Anno Boleyn.

Anna odwróciła się
gwałtownie i poczuła bolesne pulsowanie w skroniach, kiedy na krześle,
naprzeciw łóżka, ujrzała Katarzynę.

- Ty nie żyjesz! –
warknęła w jej stronę.

- Przyszłam się pożegnać,
Anno. Nigdy więcej się nie ujrzymy. Po śmierci trafiłam prosto na łono
Najwyższego.

Anna dopiero po chwili
zrozumiała sens tych słów i, przez jeden upiorny ułamek sekundy, miała
wrażenie, że serce jej się zatrzymało.

Roześmiała się nerwowo,
bezwiednie oplatając palcami szyję.

- Nie uczyniłam nic złego.
Nie masz prawa skazywać mojej duszy na potępienie. Nikt nie ma.

Wbrew słowom, które
wypowiadała, podbiegła do Katarzyny i upadła przed nią na kolana.

- Wstaw się za mną u Boga
– prosiła gorąco – Abym mogła po śmierci wieść spokojny żywot w Niebie z moim
bratem i matką.

Katarzyna
w odpowiedzi uśmiechnęła się ciepło, a jej dłoń zaczęła głaskać policzek Anny.

- Czy
nie mówiłam, że znudzi się tobą? Jak wszystkimi innymi…

Z nagła
nocne niebo rozszarpała napastliwa, brutalna błyskawica, która Annie zdała się
być koloru krwi. Spojrzała na nią jedynie na krótką sekundę, lecz kiedy na
powrót odwróciła głowę, Katarzyna zniknęła.

Kobieta
oparła bezsilnie głowę o krzesło. Nie wiedziała, kiedy zasnęła.

 

***

 

19.
maja, roku pańskiego 1536.

Nastał
poranek.

Rozpoczynał
się piękny i rześki dzień. Słońce zdawało się radować tym, że odzyskało swoje
miejsce na niebie, dziękowało światu rozsyłając gęsto mocne promienie. To
będzie piękny dzień! Dzień radości, spacerów, dzień nadziei.

Przykro
umierać w taki dzień, pomyślała Anna.  

Od dawna
była już gotową. Nie tylko ubraną w suknię i w pełnym makijażu, ale także
gotową duchowo. Obudziła się wcześnie rano i z zadowoleniem stwierdziła, że te
kilka godzin snu dały jej spokój duchowy i wyciszenie. Nie potrafiła oddalić
się myślami od tego, co ma się wydarzyć, była jednak silna i pełna opanowania.
Nie bała się. Była gotowa. Była dzielna.

Drzwi do
komnaty otworzyły się i stanął w nich Kingston.

- Już
czas, pani.

Anna
odwróciła się twarzą do przybyłego i delikatnie skinęła głową.

- Od
dawna jestem gotowa.

- Pani,
król przesyła ci sakiewkę – Kingston wyciągnął w stronę kobiety dłoń z sakiewką
– Abyś mogła opłacić kata i wesprzeć ubogich.

Anna podeszła
powoli i z dumą przyjęła podany woreczek.

-
Ostatni dar króla – uśmiechnęła się gorzko. Spoważniała jednak szybko i dodała
– Podziękuj Jego Wysokości.

Kingston
skłonił głowę.

- Panie
Kingston, mam wszakże prawo do ostatniego życzenia?

Mężczyzna
skinął głową na znak zgody. Na ten sygnał do Anny podeszła jedna ze służących i
podała kobiecie Biblię. Anna wyciągnęła z niej list i wręczyła go konstablowi.

-
Przekaż go, panie, ode mnie. Król sam zadecyduje, czy zechce go otworzyć i
przeczytać.

- Tak zrobię,
pani – zapewnił Kingston – Pozwól za mną, pani.

Anna, w
otoczeniu służek, wolnym krokiem ruszyła za konstablem Kingstone`m.

 

***

 

W
królewskim pałacu od rana panowała wesoła, ożywiona atmosfera – dzisiaj bowiem,
na zaproszenie Jego Wysokości, do pałacu przybyła Jane Seymour. Cały dwór
zdawał sobie sprawę, że gości tego dnia przyszłą królową Anglii, dlatego
wszystko musiało być idealne. Idealnie doskonałe do perfekcji…

Król,
zgodnie z obietnicą, spotykał się z Lady Jane w obecności jej rodziny. Komnata
była więc wypełniona wieloma osobami, które podzieliły się na małe grupki
towarzyskie, z których każda miała swoje własne tematy i swoje własne problemy,
a co najważniejsze – swoją własną rolę i spojrzenie na zmianę królowej.

Wśród
owych grupek znajdowała się jedna dwuosobowa, na którą składał się Henryk i
Lady Jane. Król zaprosił ją do swojego stolika, aby mogli nacieszyć się sobą w
pełni.

- Jesteś
doskonała, Jane – szeptał Henryk, całując dłoń kobiety – Tak czysta, tak
niewinna. Jesteś nowym początkiem.

Jane
oblała się pąsem i spuściła oczy.

- Wasza
Wysokość…

- Moja
królowo – szepnął z pasją Henryk.

Król
skrzywił się nieładnie, kiedy właśnie w tym momencie otworzyły się drzwi i do
komnaty wmaszerował Cromwell.

- No i?
– spytał gniewnie – Już po wszystkim?

- Tak,
Wasza Wysokość – skłonił się Cromwell – Mam to, o co prosiłeś, panie.

Henryk
patrzył na niego przez krótką chwilę, próbując zrozumieć, co ten człowiek ma na
myśli. W końcu zrozumiał.  

Wstał ze
swojego krzesła i ukłoniwszy się Lady Jane, opuścił z Cromwellem komnatę.
Komnata, w której gościł przyszłą żonę, przylegała do jego gabinetu. Właśnie
tam dwóch mężczyzn skierowało swoje kroki.

- Więc?
– spytał Henryk, opierając się dłonią o kominek.

Cromwell
uderzył w dłonie, a do komnaty weszła służąca, na wielkim, płytkim kielichu
niosąc małe, podłużne zawiniątko.

Henryk
przez dłuższą chwilę wpatrywał się w to, co przyniesiono. Przedłużającą się
ciszę przerwał Cromwell.

- Wasza
Wysokość, Lady Anna poprosiła o dostarczenie listu – mężczyzna wyjął z kieszeni
list i wręczył go królowi. O dziwo, Henryk bez wahania przyjął papier, jak
gdyby spodziewał się go. Szybko, niecierpliwie złamał pieczęć i przebiegł
oczami kilka linijek:

 

                                                                                                                       Najdroższy
Mężu,

 

        
Nasz Pan zesłał mi dzisiaj piękny sen. Łabędziem byłam w Twoim stawie, a
Ty pieściłeś oczy moim widokiem. Byłam piękną i dostojną dla Ciebie…

(…)

Niewinną jestem, o czym wiemy oboje,
Henryku. Jeżeli jednak uchybiłam Ci kiedykolwiek, jeżeli nie odpłaciłam Ci się należycie
za dobroć i szacunek, jakimi mnie otoczyłeś, własnym życiem przyjdzie mi za to
zapłacić.

(…)

Umrę szczęśliwą, czując, że nie chowam do
Ciebie urazy. Moja miłość silniejszą jest, niż nienawiść i żal. Obiecałam Ci,
że bez chwili wahania umrę za Ciebie i za naszą miłość. Dziś spełnię tę
obietnicę. Umrę dla Ciebie, Henryku.

(…)

Zawsze powtarzałeś, że winniśmy sobie szczerość,
bo jest esencją miłości. Wyznam Ci więc, że nie żałuję niczego i gdyby dane mi
było powtórnie przeżyć życie, powtórnie pokochałabym Cię, znając cenę.

(…)

Miej w pamięci naszą córkę, Elżbietę, jest
bowiem (…)

 

Twoja najwierniejsza żona, Anna.

 

Ostatnie
linijki przebiegł oczami naprawdę szybko, czytając jedynie co któryś wyraz.

Tylko
przez krótką chwilę, przez jedno uderzenie serca, pożałował swojej decyzji. Ale
teraz wszystko zaczyna się od nowa. Z Jane. Z czystą Jane, która oczyści jego
serce i serce Anglii.

Wyrwał
służącej z rąk kielich i cisnął nim wraz z listem w płomienie w kominku.

- Pomiot
ladacznicy skończył tak, jak skończyć powinna sama ladacznica – warknął.

Wyszedł
z gabinetu zamaszystym krokiem, ale tuż przed wejściem do komnaty, w której
zgromadzona była rodzina Jane, przywołał na twarz wesoły uśmiech i postarał się
o rozluźnienie mięśni.

Kiedy
wszedł, chwycił puchar z winem i unosząc go, krzyknął:

- Za
Lady Jane Seymour! Za nową królową Anglii i moją przyszłą żonę!

- Za
Lady Jane! – powtórzyli zebrani, zaś Sir John i Sir Edward Seymour krzyczeli
najgłośniej i najweselej.

Henryk
usiadł na powrót na swoim miejscu, ujął dłoń Jane i pocałował ją czule.

-
Wszystko jest piękne – uśmiechnął się.

"If I cannot please the king, will he kill me?" – Anne of Cleves

8:52 pm
February 10, 2011


Sylwia

Administrator

Admin

posts 711

Xenka , czytałam już dawno Twóją historię, pisalam w wątku na starym forum :)

Bardzo mi się podoba, ciekawie napisane, mam nadzieję że to nie koniec Twojej twórczości :)

"I almost wish we were butterflies and liv'd but three summer days – three such days with you I could fill with more delight than fifty common years could ever contain."

John Keats 

 

8:02 pm
February 15, 2011


czixxxa

Rzeszów, Poland

Member

posts 170

Też już czytałam, po prostu świetne :)

You are a poet as I am a woman. Poets and women are always free with their hearts, are they not?

9:42 pm
February 15, 2011


Arega

Krośniewice, Polska

Member

posts 133

Naprawdę tego nie komentowałam? Nie wierzę ;p

Przecudny fanfic. Mimo, że najchętniej zamordowałabym twojego Henryka ;p Masz abrdzo fajny styl, podobają mi się przestrasznie te wizje, przebłyski, dynamizm i opisy, wszystko po prostu. Chciałabym więcej :)

12:06 am
February 16, 2011


Xenka

Kraków

Member

posts 109

Dziękuję za wszystkie miłe słowa :)
Rzeczywiście mój Henryk jest trochę przejaskrawiony, ale ja pisałam fanfika w konwencji serialowej, a on się tam niewiele lepiej zachowywał ;P
Myślę, że wkrótce zabiorę się za coś nowego, bo pisany przeze mnie na spółkę z jedną dziewczyną fanfik robinhood`owy na razie z przyczyn technicznych stoi w miejscu i nie mam co robić.

"If I cannot please the king, will he kill me?" – Anne of Cleves


About the Queen Anne Boleyn Forum

Forum Timezone: Europe/London

Most Users Ever Online: 369

Currently Online:
2 Guests

Currently Browsing this Topic:
1 Guest

Forum Stats:

Groups: 2
Forums: 23
Topics: 164
Posts: 2451

Membership:

There are 666 Members

There is 1 Admin

Top Posters:

MarcinFar – 280
czixxxa – 170
Arega – 133
Jane – 129
Susannah – 125
asabay – 118

Recent New Members: ssdmzup1, missjessica, mosthappy, Imno, Vanila, Catherine

Administrators: Sylwia (711 Posts)



 
  • Language

  • Archives

    • 2018 (2)
    • 2017 (8)
    • 2016 (7)
    • 2014 (2)
    • 2013 (9)
    • 2012 (22)
    • 2011 (70)
    • 2010 (9)
  • Newsletter

  • Facebook

  • Currently Reading

    ISBN:  9781848945371