<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
<channel>
	<title>Queen Anne Boleyn - Topic: Moje opowiadanie</title>
	<link>http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/moje-opowiadanie/</link>
	<description><![CDATA[Queen Anne Boleyn, The Tudor period and everything in between.]]></description>
	<generator>Simple:Press Version 4.3.4</generator>
	<atom:link href="http://www.anne-boleyn.com/page_id196/?fanfiction&#038;moje-opowiadanie&#038;xfeed=topic" rel="self" type="application/rss+xml" />
<item>
	<title>czixxxa on Moje opowiadanie</title>
	<link>http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/moje-opowiadanie/#p1674</link>
	<category>Fanfiction</category>
	<guid isPermaLink="true">http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/moje-opowiadanie/#p1674</guid>
	<description><![CDATA[<p>Super! Bardzo mi się podobało :)</p>
<p>Też piszę ee "książkę" (? :P) o Annie i jej wczesnych latach tzn. od służby na dworze królowej Klaudii do romansu z Wyattem :) Nie wiem jakie jest Twoje zdanie w tej kwestii i jak Ty to przedstawisz ale ja osobiście dość kontrowersyjnie jak sądzę ;)</p>
]]></description>
	<pubDate>Fri, 17 Jun 2011 16:41:01 +0000</pubDate>
</item>
<item>
	<title>Jane on Moje opowiadanie</title>
	<link>http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/moje-opowiadanie/#p1342</link>
	<category>Fanfiction</category>
	<guid isPermaLink="true">http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/moje-opowiadanie/#p1342</guid>
	<description><![CDATA[<p>Być może opowiadanie to nie najlepsza nazwa dla tego mojego pisania, bo jest to raczej szkic powieściowy, niemniej jednak proszę Was, moi mili, o recenzje.</p>
<p>Oczywiście, to dopiero pierwszy kawałek mojej radosnej tworczości i wymaga wielu, wielu poprawek, niemniej jednak chciałam się z Wami podzielić tym, co już napisałam.</p>
<p>Enjoy!</p>
<p> </p>
<p><strong>CZARNOOKA</strong></p>
<p> </p>
<p>Historię<br />
najczęściej spisują potomni. Tym razem będzie inaczej. Tym razem ja, świadek<br />
tamtych wydarzeń, opowiem wam o tych krwawych dniach w moim życiu.</p>
<p>Urodziłem<br />
się w 1503 roku w zamku Ellington w Kencie; ojciec mój, Henryk, był zaufanym<br />
człowiekiem króla Henryka VII. Ja sam, pod jego wpływem podjąłem naukę na<br />
uniwersytecie w Cambridge, a w wieku lat 18 poślubiłem Elżbietę Brookes,<br />
szlachciankę z królewskiego rodu, zamożną jak diabli. I to był pierwszy z wielu<br />
błędów, które w życiu popełniłem.</p>
<p>Główną<br />
przyczyną moich kłopotów, aż do dnia dzisiejszego, była pewna kobieta. A ten<br />
testament ma na celu ujawnienie całej prawdy o moich z nią związkach.</p>
<p> </p>
<p>W<br />
moim otoczeniu koligacje rodzinne był wyjątkowo istotną kwestią. Dobrze<br />
aranżowane małżeństwa bogaciły, podnosiły status rodu i jego prestiż. Nic zatem<br />
dziwnego, że miałem całe mnóstwo wysoko postawionych krewnych: książąt,<br />
hrabiów, dworzan i zauszników króla Henryka VII i jego syna, Henryka VIII.<br />
Jedną z gałęzi mojego rodu byli Boleynowie, średnio zamożna, lecz wpływowa i<br />
dumna rodzina. Tomasz Boleyn, głowa domu, i jego żona Elżbieta – czyli moje<br />
wujostwo – mieli trójkę dzieci, moich kuzynów. </p>
<p>Najstarszy<br />
z tej trójki, Jerzy, był moim rówieśnikiem. Nigdy za nim nie przepadałem – nie<br />
zrozumcie mnie źle, po prostu jako dziecko bywał nieznośny, a uprzedzenia wobec<br />
niego zakorzeniły się w mojej duszy już na zawsze. Dumny i butny, bardzo<br />
uparty, a przy tym zadziorny, był moim przeciwieństwem. Miał jednak swoisty<br />
urok, a dziewczęta go uwielbiały. Choć nie wyróżniał się urodą, był bardzo<br />
bystry i inteligentny, a jako dziedzic ziem i tytułów także nieco rozpieszczony<br />
przez rodziców.</p>
<p>Średnie<br />
dziecko, córka Maria, była według mnie najnudniejsza. O ile butny Jerzy<br />
wyróżniał się dowcipem i inteligencją, o tyle jedynym atutem jego młodszej<br />
siostry była uroda. Zgrabna, błękitnooka blondynka o bladej cerze była obiektem<br />
westchnień wielu chłopców. Jednakże nie miała zbyt lotnego umysłu i była dość<br />
dziecinną osobą, przez co łatwo było nią manipulować i kierować. Jej przeznaczeniem<br />
było wyjść za mąż i rodzić synów – a ona nie miała nic przeciwko temu.</p>
<p>Natomiast<br />
najmłodsza, Anna, nie była zupełnie podobna do nikogo z Boleynów, zwłaszcza pod<br />
względem fizycznym. Mówiąc szczerze, ilekroć ją widziałem, zawsze zastanawiałem<br />
się, czy aby na pewno ciotka Elżbieta była w pełni wierna swemu mężowi –<br />
oczywiście spowiadałem się z tej grzesznej myśli, lecz wątpliwości pozostały.<br />
Anna, wysoka i szczupła, miała włosy czarne jak smoła, a przy tym ciemną,<br />
śniadą cerę. Z tego powodu jako dzieci przezywaliśmy ją Cyganką, czego nie<br />
znosiła. Lecz największą uwagę przykuwały oczy – duże, o kształcie migdała,<br />
czarne o rdzawobrązowym połysku. Jednym słowem, zupełnie niezwykłe i<br />
niecodzienne. Każdy jej krok, już od dziecka, był pełen wdzięku i gracji, w<br />
porównaniu z nieco kaczkowatym chodem Jerzego i niezgrabnym Marii. Przy tym<br />
inteligentna, bystra i ambitna, już jako mała dziewczynka wiedziała, że<br />
przeznaczono ją do wielkich czynów.</p>
<p>Jako dzieci często bawiliśmy się w Hever, zamku<br />
Boleynów, a czasem w naszym. Już wtedy najbardziej lubiłem bawić się z Anną,<br />
choć zwykle byłem skazany na obecność kuzyna Jerzego. Kiedy dorośliśmy, nasze<br />
drogi rozeszły się – Maria wyszła za mąż, Jerzy robił karierę pod pieczą ojca,<br />
a Anna przebywała na kontynencie. Szkoda, że nie wiedziała, jak często moje<br />
myśli jej towarzyszyły.</p>
<p> </p>
<p>Wiosna<br />
roku Pańskiego 1522 była zaiste piękna. Drzewa kwitły, a kwiaty zdawały się<br />
pachnieć intensywniej niż w latach poprzednich. A może to była tylko iluzja,<br />
wynik mojego podekscytowania?</p>
<p>Zamek<br />
Hever prezentował się równie wspaniale jak zawsze. Piękna to była budowla,<br />
skromna, lecz efektowna, wybudowana w sposób sprytny i przemyślany.</p>
<p>W<br />
środku czekało na mnie wujostwo i kuzyn Jerzy. Po wylewnym powitaniu zaproszono<br />
mnie na wieczorną ucztę i wskazano przeznaczone dla mnie komnaty, do których<br />
niezwłocznie się udałem. Towarzyszył mi Jerzy.</p>
<p> - Dawnośmy się nie widzieli, nie sądzisz,<br />
kuzynie? – zagaił, opierając się nonszalancko o framugę drzwi.</p>
<p> - Istotnie, dawno. – Chciałem się go pozbyć. A<br />
zarazem interesowała mnie tylko jedna sprawa. – Powiedz mi, proszę, gdzie<br />
znajdę bohaterkę dzisiejszego wieczoru?</p>
<p> Jerzy zachichotał cicho.</p>
<p> - Wiedziałem, że będzie cię to interesowało. –<br />
Mrugnął okiem. – Jest w ogrodach. A teraz zostawiam cię samego, kuzynku! Do zobaczenia<br />
wieczorem!</p>
<p>I<br />
śmiejąc się do siebie, zszedł na dół.</p>
<p>Cieszyłem<br />
się, że dał mi spokój. Pomimo poczucia humoru i dystansu do wszystkiego Jerzy<br />
potrafił mnie zirytować, a teraz potrzebowałem chwili spokoju i samotności. Z<br />
ulgą zamknąłem uchylone drzwi i usiadłem ciężko na łóżku. Miękkie materace<br />
ugięły się pode mną z cichym jękiem.</p>
<p>Pomimo<br />
radości, spowodowanej tym spotkaniem, byłem nieco zdenerwowany. Podekscytowanie<br />
towarzyszyło mi już od momentu zaproszenia do Hever. Od ostatniego spotkania z<br />
Anną minęło blisko 10 lat; kiedy wyjeżdżała w 1513 roku do Niderlandów, miała<br />
niespełna 7 lat, a ja 11. Mimo wszystko zapamiętałem ją jako wspaniałą istotę i<br />
taką też jawiła mi się przez te wszystkie lata. Żywiłem do niej taką dziecięcą<br />
sympatię i przez ostatnie lata nieraz zastanawiałem się, jak się miewa. Co<br />
więcej, miałem dobre stosunki z jej ojcem, który lubił moje wiersze, i który z<br />
chęcią opowiadał mi o zagranicznych sukcesach najmłodszej córki. Rzeczywiście,<br />
miał ku temu powody: Anna była uwielbiana nie tylko przez arcyksiężną Austrii,<br />
lecz także przez dwór francuski, zwłaszcza królową Klaudię. Co więcej, wyrosła<br />
na dobrze ułożoną i wykształconą pannę, a pobyt za morzem dodał jej ogłady. A<br />
po francusku mówiła ponoć jak rodowita Francuzka.</p>
<p>Teraz<br />
wróciła do Anglii, a jej ojciec zamierzał umieścić ją  na dworze królewskim, a później znaleźć jej<br />
wysoko postawionego męża. Nawet wspominał o jakimś kandydacie, lecz kwestia<br />
była dopiero negocjowana.</p>
<p>Przyjęcie,<br />
wydawane dziś wieczorem, miało uczcić powrót młodej Boleyn do ojczyzny. Już od<br />
kilku dni rodzina zjeżdżała się do zamku. Niestety, obowiązki dworskie<br />
uniemożliwiły mi wcześniejsze przybycie. A teraz jestem tak blisko Anny… </p>
<p>Nakazałem<br />
służącym wuja rozpakować swoje rzeczy, a sam, bijąc się wciąż z myślami,<br />
ruszyłem w stronę przyzamkowego parku. Przechodząc przez dziedziniec zauważyłem<br />
nadjeżdżający powóz wuja Norfolka. Szybko przemknąłem w stronę bramy; spotkanie<br />
z drażliwym krewnym zdecydowanie mnie teraz nie nęciło. </p>
<p>Szedłem<br />
dość szybkim, nerwowym krokiem przez dużą polanę, kierując się w stronę<br />
niewielkiego lasku. Intuicyjnie wyczuwałem, że gdzieś tam musi być Anna.<br />
Istotnie, nie myliłem się; zauważyłem zarys jej postaci pod rozłożystym dębem<br />
na skraju lasku.</p>
<p>Siedziała<br />
na ziemi, podparta wygodnie o pień drzewa, nogi miała lekko ugięte i w<br />
zamyśleniu trzymała w ustach koniuszek kciuka lewej ręki. Długie, rozpuszczone<br />
włosy opadały jej swobodnie na ramiona, a ciemnozielona suknia podkreślała<br />
śniadą cerę.</p>
<p>Obserwowałem<br />
ją przez chwilę; wyraźnie poważnie nad czymś rozmyślała. Nie chciałem jej<br />
przeszkadzać, a zarazem wiedziałem, że nie mogę dłużej czekać. Podszedłem.</p>
<p> - Anno? – zwróciłem się do niej.</p>
<p>Wyrwana<br />
nagle z zamyślenia, spojrzała na mnie czarnymi jak heban oczami. Zauważyłem w<br />
nich zaskoczenie, zmieszanie, a w końcu radość.</p>
<p> - Tomaszu, to ty? – zapytała, wciąż zdumiona<br />
tym, co widziała. </p>
<p>Fizycznie<br />
specjalnie się nie zmieniła. Nadal miała tak samo czarne włosy i oczy, w<br />
których błyskały wesołe iskierki. Rysy jej twarzy zmieniły się; choć szlachetne<br />
i regularne, pięknością nie była. Ładna owszem; lecz nie piękna. I, co więcej,<br />
wyraźnie odznaczał się jej boleynowski nos, co rozwiało moje wątpliwości co do<br />
jej pochodzenia.</p>
<p> - Tak, to ja. – Nie mogłem powstrzymać<br />
uśmiechu. </p>
<p>Wstała<br />
szybko i rzuciła mi się na szyję.</p>
<p> - Ach, mój kochany kuzynek! – śmiała się,<br />
przyciskając mnie do siebie. Odwzajemniłem uścisk.</p>
<p> - Jak dobrze cię znowu widzieć! Dziesięć lat,<br />
kto by pomyślał… - powiedziała, gdy z powrotem stanęliśmy naprzeciwko siebie. </p>
<p> - Tak, szmat czasu – odparłem – lecz ty, droga<br />
Anno, zupełnie się nie zmieniłaś!</p>
<p>Było<br />
w tym trochę prawdy. Nawet w tej blisko 16-letniej Annie pozostało coś z tej<br />
małej dziewczynki, którą tak dobrze zapamiętałem.</p>
<p> - Chyba sobie żartujesz. Ojciec martwi się, że<br />
już nie znajdzie mi męża, taka jestem stara! – zaśmiała się, choć wyczułem w<br />
jej słowach nutę goryczy.</p>
<p> - Zamążpójście ważna rzecz. Ja sam ożeniłem<br />
się rok temu.</p>
<p> - Tak? – zdziwiła się. – A kim jest ta<br />
szczęściara? – dodała z nutką ironii.</p>
<p> - Pani Elżbieta Brookes, obecnie Elżbieta<br />
Wyatt – odpowiedziałem, ignorując jej sarkazm. </p>
<p> - Ładne imię. Elżbieta.</p>
<p> - Nazwij tak pierwszą córkę – odpłaciłem jej<br />
ironią.</p>
<p> - O nie! Kobiety mają rodzić tylko synów,<br />
zapomniałeś? Córki są jedynie ciężarem – jej głos był smutny i gorzki.</p>
<p> - Skąd taka myśl, droga Anno?</p>
<p> - Z obserwacji.</p>
<p>Ponownie<br />
zadumała się, opierając o pień dębu.</p>
<p> - O czym tak rozmyślasz? – zapytałem<br />
bezceremonialnie.</p>
<p> - O moim przyszłym mężu.</p>
<p>Czyli<br />
negocjacje zaręczynowe weszły w ostateczną fazę. </p>
<p> - A któż to taki?</p>
<p> - Mój irlandzki kuzyn James Butler –<br />
westchnęła ciężko.</p>
<p>Zapadła<br />
chwila krępującej ciszy. Anna nie miała siły się zwierzać, a ja sam nie<br />
wiedziałem, co jej rzec. Butler był dziedzicem sporych ziem, które były<br />
przedmiotem sporu między wujem Tomaszem a rodem Butlerów. Tym ożenkiem wuj<br />
chciał „wykupić” te majątki i dołączyć do swych posiadłości. Słowem, chciał kupczyć<br />
własną córką i jej szczęściem.</p>
<p> - Problem w tym – podjęła Anna po chwili – że<br />
ja nie chcę za niego wychodzić.</p>
<p>Ryzykowne<br />
stwierdzenie. Wuj chyba by się przewrócił, gdyby usłyszał, że jego córka „nie<br />
chce”. </p>
<p> - Bo…? – zapytałem.</p>
<p> - Bo go nie kocham – stwierdziła to takim<br />
tonem, jakby najnormalniejsze w świecie było, że córki szlachciców wychodzą za<br />
mąż z miłości! Jako poeta mogłem zrozumieć jej punkt widzenia, lecz wiedziałem,<br />
że Boleynowie prędzej zamkną ją w klasztorze, niż pozwolą na samodzielny wybór<br />
męża.</p>
<p> - Anno, zrozum, tak to już jest w świecie, że<br />
kobiety nie wybierają sobie małżonków. Twoi rodzice na pewno dokonają<br />
najlepszego dla ciebie wyboru – zapewniłem ją, nie wierząc we własne słowa.</p>
<p> - Nie obchodzi mnie to, jak jest w świecie! –<br />
krzyknęła nagle. – Ja zamierzam poślubić kogo mi się podoba! I nikt, ani<br />
rodzice, ani brat, ani nawet ty, nie będzie mi mówił co mam robić!</p>
<p>I odeszła szybkim krokiem w stronę zamku.</p>
<p> </p>
<p>Zapowiadał<br />
się piękny, ciepły wieczór. Stałem przy oknie swojej komnaty i nerwowo miąłem<br />
skraj nowego kaftana. Rozmowa z Anną nie przebiegła dokładnie tak, jakbym sobie<br />
tego życzył. Scenariusze tego spotkania, które od tygodni układałem sobie w<br />
myślach, nie uwzględniały takiego toku zdarzeń.</p>
<p>Mówiąc<br />
szczerze, odechciało mi się brania udziału w tej uczcie. Wysłuchiwanie<br />
pompatycznych pochwał wuja, rubaszne dowcipy Jerzego i chmurny nastrój Anny<br />
bynajmniej mnie nie bawiły. Wręcz przeciwnie – czułem się przytłoczony całością<br />
tego przedstawienia. Ale skoro już się zdeklarowałem, nie pozostało mi nic<br />
prócz wzięcia głębokiego oddechu i ruszenia do sali jadalnej.</p>
<p>Kiedy<br />
tylko wszedłem, zauważyłem, że wszyscy zaproszeni kręcili się po tym dużym<br />
pomieszczeniu. Anna i Jerzy śmiali się w czegoś głośno w towarzystwie innych<br />
kuzynów, Maria siedziała osamotniona przy stole, a wujowie Boleyn i Norfolk<br />
siedzieli w kącie sali i rozmawiali o czymś z podejrzanymi, poważnymi minami. </p>
<p>Maria<br />
Boleyn, dwa lata starsza od siostry, wydawała się nieco samotna, dlatego też<br />
podszedłem do niej. Na dworze rzadko mieliśmy okazję porozmawiać, bowiem Maria<br />
cieszyła się łaskami króla Henryka i spędzała z nim większość swego czasu. Jako<br />
królewska metresa, czerpała liczne profity ze swej pozycji; głównie jednak<br />
korzystała z tego jej rodzina. Jej wrodzona skromność i nieśmiałość ułatwiała<br />
Boleynom wykorzystywanie cichej Marii.</p>
<p> - Witaj, droga kuzynko! – powitałem ją,<br />
całując ją w policzek. Nieco się zarumieniła.</p>
<p> - Witam cię, Tomaszu – odparła.</p>
<p> - Przyznaję, że małżeństwo ci sprzyja, jesteś<br />
piękniejsza niż kiedykolwiek! – Nie było to kłamstwo, bo była urodziwa jak<br />
zawsze, choć sądziłem, że to raczej królewski romans tak ją upiększył.</p>
<p> - Jesteś bardzo miły, kuzynie – ponownie się<br />
zaczerwieniła.</p>
<p> - Zaiste, moja droga, za rzadko się widujemy<br />
na dworze, nie uważasz? Chciałbym…</p>
<p>Nie<br />
mogłem dokończyć, bo poczułem czyjąś rękę na ramieniu.</p>
<p> - Tomaszu, pozwól ze mną. – To był wuj<br />
Norfolk.</p>
<p>Tomasz<br />
Howard, hrabia Norfolk, mój wuj, był bratem ciotki Elżbiety i szwagrem wuja<br />
Boleyna. Szorstki, drażliwy i wyrachowany człowiek, był jedną z moich postrach<br />
z dzieciństwa. A te suche słowa nie mogły wróżyć niczego dobrego.</p>
<p>Przeprosiłem<br />
więc Marię i dołączyłem do wujów w kąciku, w którym rozmawiali dotąd.</p>
<p> - Nie będę owijał w bawełnę – zaczął Norfolk.<br />
– Masz dobre stosunki z Anną, nieprawdaż? Chcielibyśmy cię poprosić, byś<br />
przemówił jej do rozumu.</p>
<p> - To znaczy? – zdziwiłem się. Anna nigdy nie<br />
sprawiała kłopotów wychowawczych, choć miała swój temperament. O co im mogło,<br />
do diaska, chodzić?</p>
<p> - To znaczy – odparł zniecierpliwiony Boleyn –<br />
że masz ją przekonać do małżeństwa z Butlerem.</p>
<p>Jego<br />
słowa zabrzmiały prawie jak rozkaz. Mimowolnie spojrzałem na Annę, która<br />
znajdowała się w centrum uwagi wszystkich gości, i która co chwilę wybuchała<br />
głośnym, dźwięcznym śmiechem.</p>
<p> - Tak się składa, że o to się z nią dziś<br />
pokłóciłem – odparowałem nieco bezczelnie. – Nie chciała mnie słuchać.</p>
<p> - Nie? – zdziwił się Norfolk. – Psiakrew… Co<br />
za dziewucha...</p>
<p> - Wybacz to pytanie, ale skąd taki temat<br />
waszej rozmowy? – zapytał Boleyn.</p>
<p> - Powiedzmy, że zastanawiała się nad swoją przyszłością<br />
u boku Jamesa…</p>
<p> - I? – ponaglił mnie wuj Norfolk.</p>
<p> - I stwierdziła, że za niego nie wyjdzie.</p>
<p>Wuj<br />
Boleyn o mało się nie roześmiał, ale Norfolkowi nie było do śmiechu.</p>
<p> - Jak to: nie wyjdzie? Czy ona sądzi, że ma<br />
coś do gadania? – zapytał.</p>
<p> - Najwyraźniej tak – chciałem uciąć tę<br />
dyskusję, która prowadziła donikąd.</p>
<p> - Zastanawiające… Nie ma co, Boleyn, nieźleś<br />
sobie tę Annę wychował. Co do tej rozmowy – spróbuj jej przemówić do rozumu.<br />
Zaskarbisz sobie naszą wdzięczność.</p>
<p>I<br />
gestem wskazał mi, bym się oddalił.</p>
<p> </p>
<p>Cały<br />
wieczór spędziłem w towarzystwie Jerzego, który był w wyśmienitym humorze i<br />
raczył mnie opowieściami o swych miłosnych podbojach. Wiedziałem, że są one<br />
podkoloryzowane, niemniej jednak nie przerywałem mu. Słuchanie tych dworskich<br />
romansów sprawiało mi nawet przyjemność.</p>
<p>Uczta<br />
była całkiem udana, toast za Annę wszyscy wychylili radośnie. Sama<br />
zainteresowana nie była zbyt szczęśliwa, choć udawała zadowoloną z całej tej<br />
urządzonej na jej cześć pompy. Nie zaszczyciła mnie niczym innym prócz chmurnych<br />
spojrzeń, a ja zastanawiałem się, czy przyjazd do Hever był dobrą decyzją.</p>
]]></description>
	<pubDate>Thu, 14 Apr 2011 19:49:55 +0000</pubDate>
</item>
</channel>
</rss>