<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
<channel>
	<title>Queen Anne Boleyn - Topic: "Everything is beautiful"</title>
	<link>http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/everything-is-beautiful/</link>
	<description><![CDATA[Queen Anne Boleyn, The Tudor period and everything in between.]]></description>
	<generator>Simple:Press Version 4.3.4</generator>
	<atom:link href="http://www.anne-boleyn.com/page_id196/?fanfiction&#038;everything-is-beautiful&#038;xfeed=topic" rel="self" type="application/rss+xml" />
<item>
	<title>Xenka on "Everything is beautiful"</title>
	<link>http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/everything-is-beautiful/#p655</link>
	<category>Fanfiction</category>
	<guid isPermaLink="true">http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/everything-is-beautiful/#p655</guid>
	<description><![CDATA[<p>Dziękuję za wszystkie miłe słowa :)<br />
Rzeczywiście mój Henryk jest trochę przejaskrawiony, ale ja pisałam fanfika w konwencji serialowej, a on się tam niewiele lepiej zachowywał ;P<br />
Myślę, że wkrótce zabiorę się za coś nowego, bo pisany przeze mnie na spółkę z jedną dziewczyną fanfik robinhood`owy na razie z przyczyn technicznych stoi w miejscu i nie mam co robić.</p>
]]></description>
	<pubDate>Wed, 16 Feb 2011 00:06:59 +0000</pubDate>
</item>
<item>
	<title>Arega on "Everything is beautiful"</title>
	<link>http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/everything-is-beautiful/#p642</link>
	<category>Fanfiction</category>
	<guid isPermaLink="true">http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/everything-is-beautiful/#p642</guid>
	<description><![CDATA[<p>Naprawdę tego nie komentowałam? Nie wierzę ;p</p>
<p>Przecudny fanfic. Mimo, że najchętniej zamordowałabym twojego Henryka ;p Masz abrdzo fajny styl, podobają mi się przestrasznie te wizje, przebłyski, dynamizm i opisy, wszystko po prostu. Chciałabym więcej :)</p>
]]></description>
	<pubDate>Tue, 15 Feb 2011 21:42:34 +0000</pubDate>
</item>
<item>
	<title>czixxxa on "Everything is beautiful"</title>
	<link>http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/everything-is-beautiful/#p636</link>
	<category>Fanfiction</category>
	<guid isPermaLink="true">http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/everything-is-beautiful/#p636</guid>
	<description><![CDATA[<p>Też już czytałam, po prostu świetne :)</p>
]]></description>
	<pubDate>Tue, 15 Feb 2011 20:02:32 +0000</pubDate>
</item>
<item>
	<title>Sylwia on "Everything is beautiful"</title>
	<link>http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/everything-is-beautiful/#p430</link>
	<category>Fanfiction</category>
	<guid isPermaLink="true">http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/everything-is-beautiful/#p430</guid>
	<description><![CDATA[<p>Xenka , czytałam już dawno Twóją historię, pisalam w wątku na starym forum :)</p>
<p>Bardzo mi się podoba, ciekawie napisane, mam nadzieję że to nie koniec Twojej twórczości :)</p>
]]></description>
	<pubDate>Thu, 10 Feb 2011 20:52:02 +0000</pubDate>
</item>
<item>
	<title>Xenka on "Everything is beautiful"</title>
	<link>http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/everything-is-beautiful/#p386</link>
	<category>Fanfiction</category>
	<guid isPermaLink="true">http://www.anne-boleyn.com/page_id196/fanfiction/everything-is-beautiful/#p386</guid>
	<description><![CDATA[<p>Macie tu w końcu tę moją tfu!rczość ;D Większość zapoznała się z tym fanfikiem już na filmwebie, ale pojawili się nowi członkowie naszej tudorowej rodzinki, więc bierzta i czytajta xD</p>
<p>Zastanawiam się, czy nie napisać jeszcze jakiegoś fanfika... A na razie, proszę, moje jedyne tudorowe działo :)  </p>
<p> </p>
<p>- Panie Kingston, czy<br />
przekazałeś królowi wieść, że jestem brzemienna? – spytała Anna. </p>
<p>Jej drobna dłoń spoczywała<br />
na brzuch; pieściła miejsce, które skupiało uwagę wszystkich oczekujących matek,<br />
nieświadomych nawet, że chronią swoje dzieci w każdej godzinie. Ale to, co<br />
nosiła pod sercem Anna Boleyn było czymś ważniejszym, niż tylko zwykłym,<br />
kolejnym dzieckiem. Było ostatnią szansą na to, aby rodzina Boleynów powróciła<br />
do łask króla. Aby Henryk zachował małżeństwo i uznał Elżbietę za następczynię<br />
tronu. Ostatnia szansa na to, aby Anna Boleyn nie została stracona.</p>
<p>Od wczorajszego popołudnia<br />
przebywała w Tower. Pomimo gniewu, król zapewnił jej najlepszą celę, celę<br />
królewską, w której przebywała w warunkach skromnych, ale z podkreśleniem<br />
całego szacunku, jaki należy się byłej królowej. Byłej, bowiem dzisiejszego<br />
poranka konstabl Kingston przyniósł Annie wieść, że została pozbawiona korony<br />
Królowej Anglii, a nawet tytułu markizy Pembroke. Od tego momentu, aż do swojej<br />
śmierci i po niej, Anna tytułowana być miała zaledwie Lady Anną. Nie wolno jej<br />
było już używać tytułu królowej, nie został jej zachowany, jak Katarzynie,<br />
nawet tytuł księżnej. Została zhańbiona w oczach dworu i całej Anglii.<br />
Zhańbiona, opuszczona kobieta. Poniosła los, jakiego kiedyś życzyła Katarzynie.</p>
<p>Potarła skroń, aby<br />
odpędzić te złe myśli.</p>
<p>- Pani, król wie o twoim<br />
stanie. Zostałaś jednak oskarżona o paranie się czarami, a dziecko, które w<br />
sobie nosisz, uznane zostało za pomiot szatana, z którym, zgodnie z opinią<br />
biskupów, obcowałaś, aby posiąść moc, za pomocą której uwiodłaś króla. </p>
<p>- Wierzysz w to, panie<br />
Kingston? – Anna spuściła oczy, jakby już teraz oczekiwała uderzenie<br />
katowskiego miecza. </p>
<p>- Lady Anno, to, w co<br />
wierzę, nie ma tutaj żadnego znaczenia – odparł łagodnie mężczyzna – Zostałaś<br />
oskarżona o zdradę stanu, czary, a nawet … spółkowanie z własnym bratem. Król,<br />
w swojej łaskawości, zdecydował się wszakże nie skazywać cię na długą i bolesną<br />
śmierć na stosie. Okazał ci nawet szacunek, wszak ścięta zostaniesz mieczem, a<br />
nie toporem. </p>
<p>Nastała krótka chwila<br />
milczenia, którą przerwał Kingston.</p>
<p>- Więcej oczekiwać nie<br />
możesz, pani.</p>
<p>Anna spuściła głowę i<br />
przez chwilę starała się opanować emocje. A więc nie ma nadziei… </p>
<p>- Rozumiem… - powiedziała<br />
cicho, ledwie słyszalnie. Nagle jednak poderwała głowę z nową nadzieją w oczach<br />
– Czy jednak moja egzekucja nie mogłaby być oddalona do czasu, aż powiję<br />
dziecko?</p>
<p>Konstabl spuścił wzrok i<br />
nie odpowiedział.</p>
<p>- Rozumiem – szepnęła<br />
Anna. Wspomnienie jednak, że winna umrzeć jak dumna królowa, napełniło jej serce<br />
odwagą. Kobieta wyprostowała się dumnie – Rozumiem – powtórzyła z całym<br />
spokojem i siłą, na jakie było ją teraz stać – Dziękuję, panie Kingston. </p>
<p>- Lady Anno – konstabl<br />
skłonił się nisko i opuścił komnatę królowej. </p>
<p>Anna została sama na<br />
środku swojej komnaty-celi, jako że służki i damy dworu, na czas rozmowy,<br />
wycofały się do sąsiedniej izby. Dopiero po wyjściu konstabla Kingstone`a,<br />
wszystkie powoli zaczęły wyłaniać się i wchodzić do izby sypialnej, w której<br />
Anna przyjmowała teraz gości. Wszystkie słyszały rozmowę i nie wiedziały, jak<br />
zachować się w takiej okoliczności. Były dobrze urodzone i wykształcone w<br />
sztuce dotrzymywania towarzystwa możnym tego świata, ale nie posiadały własnego<br />
rozumu. Gdyby posiadały, nie przyjęto by ich na dwór. </p>
<p>- Wasza Wysokość –<br />
podeszła jedna z dam dworu. Miała nadzieję, że zwracając się do Anny starym<br />
tytułem sprawi jej radość – Czy możemy coś dla ciebie zrobić?</p>
<p>- Nie chcę umierać – syknęła<br />
Anna, wpijając w nią ostry wzrok – Nie chcę… umierać – wydyszała, a jej twarz<br />
pokrył grymas wściekłości. </p>
<p>- Nie chcę umierać! –<br />
wrzasnęła z całej siły. </p>
<p>Wpadła w szał. Z<br />
wściekłością i siłą, o którą nikt by jej nie podejrzewał, zaczęła odtrącać i<br />
odpychać służące, które starały się ją uspokoić. Miotała się po komnacie,<br />
rzucała po ziemi i zwierzęco wyła, wzywając na świadków wszystkie siły i<br />
wartości. </p>
<p>Jakże nienawidziła króla!<br />
Nigdy jej nie kochał, nigdy nie pragnął dla niej dobra. Jedyne, czego chciał,<br />
to kobiety, która urodzi mu zdrowego, ładnego syna. Nigdy nikogo nie kochał.<br />
Nie kochał Katarzyny, nie kochał Anny. Chciał tylko syna. Kiedy mu go nie dała,<br />
skazał ją na śmierć. Przeklęty! </p>
<p>Anna opadła na ziemię<br />
zanosząc się płaczem, dławiąc łzami i wyjąc cicho. Dopiero po chwili zaczęły<br />
się do niej zbliżać przestraszone służące.</p>
<p> </p>
<p>***</p>
<p>Dzisiejszy dzień Henryk<br />
spędzał w swoim osobistym gabinecie, na który przeznaczona była średniej<br />
wielkości komnata w pałacu. Zgromadził tu wszystko, co bliskim było jego sercu.<br />
Znajdowało się tu więc niewiele sprzętów, a jedynie przez wspaniałość tych,<br />
które tu zgromadzono, widocznym było, iż jest to komnata króla Anglii. Poza<br />
kominkiem, kandelabrami i innymi niezbędnymi elementami wyposażenia, znajdował<br />
się tu jedynie jeden, mały stół, a ściany, zamiast arrasów, przyozdabiały<br />
zdobycze Henryka z polowań. </p>
<p>Sam król od rana<br />
przemierzał swoją komnatę od jednego jej końca do drugiego. Obliczył, że<br />
komnata miała na długość około trzydziestu męskich kroków. Obliczył, ile<br />
trofeów zawieszonych jest na ścianach i ile łącznie świec pomieszczą jego<br />
kandelabry. Wszystko to na nic. Nie mógł zapomnieć o tym, co miało się dzisiaj wydarzyć.<br />
Egzekucja tej ladacznicy psuła mu radość z nadchodzącego spotkania z Lady Jane<br />
Seymour. Ta dziewka, nawet stojąc nad grobem, niszczyła jego szczęście. Henryk<br />
nie zazna spokoju, dopóki Anna będzie żyła. Nie będzie mógł rozpocząć nowego<br />
życia, obmyć się z brudu i czarów, jakie rzuciła na niego ta wiedźma. </p>
<p>Rzucił się w końcu na<br />
krzesło, bo chora noga nie pozwalała mu na razie na dalszy wysiłek. Zagryzł<br />
pięść i wbił ostre spojrzenie w blat stołu. Jane… jakże czystą była, jakże<br />
nieskalaną w obliczu Anny. Jakże inną. Kobieta tak delikatna, tak doskonale<br />
czysta na pewno da mu syna. Bóg nie mógł pobłogosławić związku z Anną, to<br />
oczywiste, ale teraz nic nie stanie na przeszkodzie w szczęściu z Jane. Nic. </p>
<p>Wtem otworzyły się drzwi i<br />
do komnaty wkroczył Cromwell. </p>
<p>- Wasza Wysokość – ukłonił<br />
się nisko. </p>
<p>- Już po wszystkim? –<br />
spytał Henryk – Egzekucja przesunięta była na dwunastą. Już po wszystkim? –<br />
warknął napastliwie.</p>
<p>- Panie – Cromwell na<br />
wszelki wypadek ponownie się ukłonił – Zamówiony kat wciąż nie przybył.<br />
Egzekucja została przełożona… na jutro. </p>
<p>- Co?! – krzyknął król,<br />
zrywając się z krzesła, ale opanował się i tylko ciężko oparł o stół, ciskając<br />
z oczu sztyletami  w Cromwella - Chcę,<br />
żeby umarła. Rozumiesz? Ma umrzeć! – krzyknął – Nie obchodzi mnie kat.<br />
Urżnijcie jej łeb nożem kuchennym. Ma być martwa - wysyczał przez zęby –<br />
Dzisiaj umówiony jestem z Lady Jane, będę prosił o jej rękę. Jeżeli ta wiedźma<br />
będzie wciąż żyła, na pewno rzuci jakiś czar, żeby wszystko popsuć.</p>
<p>- Panie… Lady Anna… -<br />
Cromwell przełknął ślinę – Lady Anna pytała przez konstabla Kingstone`a, czy<br />
jej egzekucja nie mogłaby być odłożona do czasu, aż urodzi swoje dziecko.<br />
Utrzymuje, że to dziecko króla i…</p>
<p>- Milcz, Cromwell! –<br />
krzyknął Henryk, zmiatając wściekłym ruchem wszystko, co znajdowało się na<br />
stole, a potem wycelował palcem w mężczyznę – Ten bękart, który zagnieździł się<br />
w jej przeklętym łonie nie jest moim dzieckiem! Anna miała setki kochanków, to<br />
dziecko jednego z nich. Albo… - znów oparł się wściekle o stół – samego<br />
szatana, z którym spółkowała.</p>
<p>Oderwał się od stołu i na<br />
powrót zaczął chodzić po komnacie, jak rozjuszony lew po klatce.</p>
<p>- Kiedy zostanie ścięta,<br />
chcę, żeby jej ciało zostało rozczłonkowane. A potem wyszarpiesz to, co<br />
znajdowało się w niej i przyniesiesz mi. </p>
<p>Podszedł powoli do<br />
Cromwella, jednak jedno spojrzenie w jego oczy mówiło, że każdy jego ruch to<br />
walka z własną furią. Każda sekunda to próba opanowania wściekłości. Że jedynie<br />
kropli potrzeba, aby czara przelała się i aby utonęli wszyscy, którzy staną na<br />
drodze króla. </p>
<p>- I zadbaj o to, żeby tym razem<br />
egzekucja odbyła się już na pewno. Inaczej jutro kat będzie miał dodatkową<br />
głowę do ścięcia. Wynoś się – warknął i ruszył w głąb sali, ale zatrzymał się i<br />
przywołał gestem Cromwella.</p>
<p>- Przygotuj wszystko do<br />
mojego ślubu z Jane – kazał.</p>
<p>- I do koronacji, Wasza<br />
Wysokość?</p>
<p>- Nie – zaprzeczył żywo<br />
król – Nie będzie koronacji. Jane Seymour zostanie moją skromną żoną i nie<br />
będzie koronowana na królową Anglii. </p>
<p>- Jak rozkażesz, Wasza<br />
Wysokość – Cromwell ukłonił się i pospiesznie opuścił komnatę.</p>
<p> </p>
<p>***</p>
<p>Anna siedziała na swoim<br />
łóżku, czytając psalmy. Dużo czasu upłynęło, zanim była w stanie skupić swoją<br />
uwagę na tym, co czyta. Teraz jednak czuła się dużo lepiej. Wiara dała jej<br />
wewnętrzny spokój; czuła, że z radością wyjdzie na spotkanie z Bogiem i<br />
odnajdzie w jego Królestwie wieczny spokój. Jej myśli nie zaprzątały sprawy<br />
doczesne. Czuła się wyciszona, spokojna, pogodzona ze sobą i ze światem. Pogodzona<br />
z sumieniem. </p>
<p>Jedynie lęk o to, czy tak<br />
długie oczekiwanie nie zburzy jej odwagi, męczył ją i odrywał jej myśli od<br />
rzeczy boskich. Pragnęła odejść jak królowa. Jak królowa, którą należy pamiętać<br />
i szanować. Z dumą. Dając świadectwo i przykład swojej wewnętrznej sile i<br />
oddaniu się Bogu. Swojego syna porodzi już w niebie, a Bóg ujrzy, iż<br />
rzeczywiście jest to syn Henryka i przyjmie ją z jej dzieckiem. Bezwiednie<br />
trzymała małą książeczkę psalmów tylko w prawej dłoni. Lewa spoczywała na<br />
łonie, głaszcząc dziecko umiłowanego mężczyzny. </p>
<p>Tylko czasami coś się w<br />
niej burzyło i buntowało. Czasami przygryzała wargę, bo jakieś zwątpienie<br />
kazało jej biec przed siebie, krzyczeć i błagać o to, aby dano jej szansę. Aby<br />
jej nie zabijano. Wiedziała, że nie pokonała jeszcze w pełni nadziei na<br />
przeżycie, ale czuła się umocnioną w Bogu. </p>
<p>Do Anny zbliżyła się<br />
służąca i szepnęła jej na ucho:</p>
<p>- Wasza Wysokość, Sir<br />
Tomasz Boleyn jest tutaj.</p>
<p>Kobieta zerwała się z<br />
łóżka, odrzucając na bok książeczkę z psalmami. Przegrała ze swoją nadzieją,<br />
choć nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Jeżeli przybył tu papa, na pewno<br />
musiał mieć dla niej dobre wieści. Na pewno król ulitował się nad nią i odeśle<br />
ją do klasztoru. A może nawet pozwoli wrócić do domu? </p>
<p>Drzwi do celi były<br />
zamknięte, ale otworzona została zaślepka, przez którą więźniowie mogli<br />
rozmawiać z tymi, których nie wolno było wpuszczać do komnaty. </p>
<p>Jednak nadzieja Anny<br />
otrzymała silny cios, kiedy kobieta dostrzegła, że jej ojciec jedynie<br />
przechodzi obok celi, nie mając zamiaru się zatrzymać. Nie ma jej nic do<br />
powiedzenia? Nawet… pożegnania?</p>
<p>- Papo! – wyrwało jej się<br />
z piersi. </p>
<p>Sir Tomasz zatrzymał się i<br />
spojrzał na córkę, jakby zupełnie niezadowolony, że nie powstrzymała się i<br />
zawołała go. </p>
<p>- Papo, jest jeszcze<br />
szansa – powiedziała żywo, przytulając twarz do otworu, w którym widziała ojca<br />
– Król wypełnił moje łono. Noszę pod sercem królewskiego syna. Proszę, pomóż mi<br />
– załkała, ale rysy jej się wyostrzyły, kiedy nie otrzymała żadnej odpowiedzi –<br />
To twoja wina! – warknęła – Ty chciałeś uczynić mnie królową. Ty chciałeś, abym<br />
spróbowała zachować jego względy na dłużej. Błagam – jęknęła, a po policzkach<br />
poleciało jej kilka słonych i ciężkich łez – Może jeszcze jest nadzieja? Może…<br />
Może jeżeli porozmawiasz z królem… Zapewnisz go, że byłam czysta, kiedy za<br />
niego wychodziłam… Papo! – krzyknęła histerycznie. Sir Tomasz bowiem,<br />
wysłuchawszy córki, spuścił jedynie wzrok i bez słowa odszedł. </p>
<p>Anna osunęła się powoli na<br />
ziemię. Straciła wszystko, także spokój ducha i wiarę w Boga, który każe nie<br />
lękać się śmierci. Okazała słabość w obliczu próby. Okazała…</p>
<p>Nowy impuls kazał jej<br />
wstać i pobiec do okna. Przez to okno musiała ujrzeć ojca. Ujrzeć go po raz<br />
ostatni.</p>
<p>Podbiegła i przytuliła się<br />
do szyby. Ujrzała go. Przechodził… Spojrzał na nią i poczuła, że wiara i siła<br />
znów napływają do jej serca. Że nie lęka się śmierci i nie żałuje niczego, co<br />
zrobiła. Nie żałuje swojego życia. </p>
<p>Położyła dłoń na szybie i<br />
pogłaskała ją, sycąc się widokiem ojca. Ten jednak prędko odwrócił twarz i<br />
ruszył przed siebie.  Nie oglądnął się<br />
już.</p>
<p>- Papo… - szepnęła Anna,<br />
czując, jak nowa fala smutku napływa do jej piersi. Powstrzymała ją, osuwając<br />
się z wolna, tuląc szybę, potem parapet, potem kamienną posadzkę, na której się<br />
położyła i przymknęła oczy. </p>
<p> </p>
<p>***</p>
<p> </p>
<p>Nastał wieczór. Londyn<br />
powoli kładł się do snu, usypiając wszystkie swoje dzieci, zamieszkujące jego<br />
granicę. Słońce abdykowało już na rzecz księżyca i nowe królestwo zapanowało w<br />
bożym świecie - królestwo mroku i ciszy. </p>
<p>Anna kilka godzin temu<br />
przysunęła do okiennicy krzesło, siedziała teraz na nim, wpatrując się w czarną<br />
barwę nocy. Nie poruszała się, oddychała płytko. Nie otarła nawet łez, które<br />
zmoczyły jej twarz dzisiaj, w czasie spotkania z ojcem. Nie wiedziała i nie<br />
chciała wiedzieć, co dzieje się wokół niej. Wspominała wszystkie chwile, które<br />
kiedyś uznała za warte zapamiętania. Było ich wiele. Któż pomyślałby, że<br />
zostanie królową Anglii? Któż pomyślałby, że Tower, któremu tak lubiła<br />
przyglądać się za młodu, stanie się miejscem, w którym oczekiwać będzie<br />
śmierci? I któż pomyślałby, że mężczyzna, który niegdyś wyznawał jej miłość,<br />
który dla niej poruszył niebo i ziemię, zwaśnił się z Rzymem, rozwiódł z żoną,<br />
teraz okaże jej nienawiść tak wielką, aby pragnąć jedynie jej jak najszybszej<br />
śmierci? </p>
<p>- Anno… - usłyszała za<br />
sobą cichy i ciepły głos. Głos, który znała tak dobrze, a którego nigdy nie<br />
dość jej było słuchać. </p>
<p>Tuż za nią stał Henryk. </p>
<p>- Przybyłeś – uśmiechnęła<br />
się – Jak dobrze, że jednak mnie kochasz. Bo kochasz mnie, prawda? –zmarszczyła<br />
brwi. </p>
<p>Mężczyzna przystąpił do<br />
niej i rzucił się na kolana. Ujął jej dłonie w swoje i pocałował je gorąco.</p>
<p>- Wszystko jest piękne –<br />
szepnął z pasją.</p>
<p>- Tak bardzo się bałam –<br />
zaszlochała cicho – Urodzę ci syna – zapewniła żywo, zbliżając swoją twarz do<br />
jego – Dotrzymam obietnicy i urodzę ci syna. </p>
<p>- Nie bój się, Anno…<br />
Wszystko jest piękne… - szepnął, nachylając się, aby ponownie ucałować jej<br />
dłonie.</p>
<p>- Wasza Wysokość – służąca<br />
delikatnie potrząsnęła ramieniem Anny – Wasza Wysokość, czas spać. </p>
<p>Anna powoli otworzyła<br />
ociężałe powieki. Nie było przy niej Henryka, była tylko służąca. Śniła? Śniła<br />
na jawie?</p>
<p>- Nie będę dzisiaj spała –<br />
powiedziała słabym głosem. </p>
<p>Śniła? Śniła na jawie?</p>
<p>- Wasza Wysokość… - nalegała<br />
służąca.</p>
<p>Śniła? Śniła na jawie?<br />
Utraciła go naprawdę? </p>
<p>- Powiedziałam – odparła<br />
ostro. </p>
<p>Śniła? Śniła? Śniła na<br />
jawie? Henryk nie przybył, prawda?, spytała w myślach samą siebie.</p>
<p>Odwróciła się na powrót<br />
twarzą do okna, otuliła się własnymi ramionami i pozwoliła, aby jedna samotna<br />
łza spłynęła po jej policzku.</p>
<p>- Wiesz, naprawdę  kochałam króla – powiedziała po chwili,<br />
czując, że służąca wcale się nie oddaliła – Zawsze był dla mnie dobry, otaczał<br />
mnie opieką, okazywał mi szacunek. Żałuję tylko, że zbytnio zaślepioną byłam<br />
walką o władzę, o pozycję na dworze, aby lepiej poznać Henryka. Odrzuciłam z<br />
tego powodu siostrę. Zwaśniłam się z ojcem. Nie chcę umierać – spojrzała w<br />
końcu na służącą – Ale być może to jest mi pisane za moje winy względem króla i<br />
rodziny? Nie zawsze byłam dobrą żoną, sprzeciwiałam się i nie okazywałam<br />
pokory, ale Bóg mi świadkiem, że w żaden inny sposób nie zgrzeszyłam przeciwko<br />
mojemu władcy. Istotnie – przyznała niechętnie – wiele razy myślałam o innych<br />
mężczyznach, ale mojego ciała nigdy nie posiadł nikt poza królem.</p>
<p>Po tej przemowie wymownym<br />
ruchem brwi kazała oddalić się dziewczynie. Pragnęła zostać sama i resztę<br />
swoich myśli opowiedzieć Bogu.</p>
<p> </p>
<p>***</p>
<p> </p>
<p><em>„Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a<br />
przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi,<br />
ponieważ wszyscy zgrzeszyli...”</em></p>
<p>Anna powoli, z<br />
namaszczeniem zamknęła Biblię i odłożyła ją na stolik. Poczuła się senną i<br />
zmęczoną, nie mogła jednak udać się na spoczynek. Nie. Nie mogła przespać swojej<br />
ostatniej nocy na świecie. Pragnęła czuwać, gdyż jej zmysły w ciągu ostatnich<br />
godzin wyostrzyły się niezwykle. </p>
<p>Miała w sercu wiarę w<br />
życie wieczne i to, że po śmierci uda się do nieba, wszakże obawiała się, czy<br />
Bóg zechce przyjąć ją w swoim Domu. W jej sercu zagościło wiele grzechów,<br />
pycha, zazdrość, nieskromność, pragnienie śmierci bliźniego. </p>
<p>Wybacz mi, Boże, szepnęła<br />
w myślach. </p>
<p>Wstała ze swojego krzesła,<br />
podeszła do okiennicy i otworzyła ją, wpuszczając do swojej komnaty powiew<br />
ostrego, chłodnego powietrza. Choć była druga połowa maja, teraz, w środku<br />
nocy, powietrze stawało się chłodne. Pachniało… Czym pachniało? Anna nie<br />
potrafiła tego nazwać i zrozumieć, wiedziała jedynie, że urzekało ją to, co<br />
czuje. Czemu nigdy dotąd nie pragnęła uchwycić zapachu nocy? A jak pachnie<br />
dzień? Jutro zdąży się o tym przekonać, zanim… Zanim… Dlaczego nigdy nie<br />
poświęciła choćby chwili na to, aby zatrzymać się i zjednoczyć z nocą,<br />
przyjmując jej szatę, włosy spryskując perfumami jej woni? </p>
<p>Pamiętała wszakże kilka rzeczy.<br />
Pamiętała zapach wiosennej trawy i pamiętała zapach pni drzew, pod którymi<br />
zwykła, z książką, spędzać dnie, panną jeszcze będąc. </p>
<p>Tak bardzo chciałaby<br />
dostać teraz choć jeden kwiat, aby umilał jej te długie, ciężkie chwile… Może<br />
pozwolono by jej?... Niemądra. Za późno już na to. </p>
<p> Odeszła od okna, nie zamknęła go jednak.<br />
Pragnęła, aby zapach nocy, który zaniedbywała przez tyle lat, rozniósł się po<br />
całej komnacie. W te kilka godzin pragnęła wynagrodzić sobie wszystkie<br />
zaniedbania, których dopuściła się przez całe życie. </p>
<p>Najciężej było jej przez<br />
to, że cierpieć musiała zupełnie sama. Ze świadomością, że nikt na świecie już<br />
jej nie kocha, nikt nie zapłacze po jej śmierci, nikt nie jest z nią teraz<br />
ciepłymi myślami. Była samotna duchem i ciałem. </p>
<p>Tak bardzo pragnęłaby… raz<br />
jeszcze, choć na sekundę cofnąć czas, choć na jeden uśmiech powrócić do czasów,<br />
kiedy była szczęśliwa u boku Henryka. Ostatni raz poczuć jego ciepło i umrzeć w<br />
jego ramionach. </p>
<p>Uśmiechnęła się smutno.<br />
Przecież to on skazał ją na śmierć. Gdyby nie jego wola, nie byłoby jej tutaj.<br />
Wszystko zawdzięczała i wszystko utraciła przez niego. Jednak on ją kochał. Bez<br />
wątpienia darzył ją miłością. Przecież był zawsze taki dobry i ciepły. To jej<br />
wina, to ona zawiniła. To od niej odwrócił się Bóg, nie dając jej syna. To ona<br />
go zawiodła, choć był dobry i cierpliwy. </p>
<p>Te kilka myśli otuliło ją<br />
ciepłym płaszczem i jej pragnienie spełniło się. Przez ułamek sekundy Henryk<br />
był przy niej, pieścił ją w ramionach. I wszystko było jak kiedyś. Wszystko<br />
było piękne. </p>
<p> </p>
<p>***</p>
<p> </p>
<p>Nie potrafiła pokonać snu<br />
i postanowiła ulec mu tuż nad ranem. Właśnie wtedy noc jest najmroczniejsza.<br />
Tuż przed świtem noc stawała się najczarniejsza. Czy tak samo było ze śmiercią?<br />
Czy nie była jedynie najciemniejszym akcentem tuż przed wzejściem słońca? </p>
<p>Poczuła narastający lęk i<br />
zapragnęła uciec do łóżka. Nie bała się wszakże śmierci, już nie. Lękała się<br />
jedynie o swoją duszę. Czuła, że wokół niej rodzą się demony, które chcą ją<br />
zabrać z sobą. </p>
<p>Ujęła suknię w dłonie i<br />
pobiegła do swojej alkowy. Kiedy już miała siąść na łóżku, nocną ciszę rozciął<br />
głos, który ugodził Annę boleśniej, niż tysiąc katowskich mieczy tnących jej<br />
nagie ciało.</p>
<p>- Jesteś jedynie<br />
bezwstydną istotą, Anno Boleyn.</p>
<p>Anna odwróciła się<br />
gwałtownie i poczuła bolesne pulsowanie w skroniach, kiedy na krześle,<br />
naprzeciw łóżka, ujrzała Katarzynę. </p>
<p>- Ty nie żyjesz! –<br />
warknęła w jej stronę. </p>
<p>- Przyszłam się pożegnać,<br />
Anno. Nigdy więcej się nie ujrzymy. Po śmierci trafiłam prosto na łono<br />
Najwyższego.</p>
<p>Anna dopiero po chwili<br />
zrozumiała sens tych słów i, przez jeden upiorny ułamek sekundy, miała<br />
wrażenie, że serce jej się zatrzymało.</p>
<p>Roześmiała się nerwowo,<br />
bezwiednie oplatając palcami szyję.</p>
<p>- Nie uczyniłam nic złego.<br />
Nie masz prawa skazywać mojej duszy na potępienie. Nikt nie ma. </p>
<p>Wbrew słowom, które<br />
wypowiadała, podbiegła do Katarzyny i upadła przed nią na kolana.</p>
<p>- Wstaw się za mną u Boga<br />
– prosiła gorąco – Abym mogła po śmierci wieść spokojny żywot w Niebie z moim<br />
bratem i matką. </p>
<p>Katarzyna<br />
w odpowiedzi uśmiechnęła się ciepło, a jej dłoń zaczęła głaskać policzek Anny.</p>
<p>- Czy<br />
nie mówiłam, że znudzi się tobą? Jak wszystkimi innymi…</p>
<p>Z nagła<br />
nocne niebo rozszarpała napastliwa, brutalna błyskawica, która Annie zdała się<br />
być koloru krwi. Spojrzała na nią jedynie na krótką sekundę, lecz kiedy na<br />
powrót odwróciła głowę, Katarzyna zniknęła. </p>
<p>Kobieta<br />
oparła bezsilnie głowę o krzesło. Nie wiedziała, kiedy zasnęła.</p>
<p> </p>
<p>***</p>
<p> </p>
<p>19.<br />
maja, roku pańskiego 1536. </p>
<p>Nastał<br />
poranek. </p>
<p>Rozpoczynał<br />
się piękny i rześki dzień. Słońce zdawało się radować tym, że odzyskało swoje<br />
miejsce na niebie, dziękowało światu rozsyłając gęsto mocne promienie. To<br />
będzie piękny dzień! Dzień radości, spacerów, dzień nadziei. </p>
<p>Przykro<br />
umierać w taki dzień, pomyślała Anna.  </p>
<p>Od dawna<br />
była już gotową. Nie tylko ubraną w suknię i w pełnym makijażu, ale także<br />
gotową duchowo. Obudziła się wcześnie rano i z zadowoleniem stwierdziła, że te<br />
kilka godzin snu dały jej spokój duchowy i wyciszenie. Nie potrafiła oddalić<br />
się myślami od tego, co ma się wydarzyć, była jednak silna i pełna opanowania.<br />
Nie bała się. Była gotowa. Była dzielna. </p>
<p>Drzwi do<br />
komnaty otworzyły się i stanął w nich Kingston. </p>
<p>- Już<br />
czas, pani. </p>
<p>Anna<br />
odwróciła się twarzą do przybyłego i delikatnie skinęła głową.</p>
<p>- Od<br />
dawna jestem gotowa. </p>
<p>- Pani,<br />
król przesyła ci sakiewkę – Kingston wyciągnął w stronę kobiety dłoń z sakiewką<br />
– Abyś mogła opłacić kata i wesprzeć ubogich. </p>
<p>Anna podeszła<br />
powoli i z dumą przyjęła podany woreczek. </p>
<p>-<br />
Ostatni dar króla – uśmiechnęła się gorzko. Spoważniała jednak szybko i dodała<br />
– Podziękuj Jego Wysokości. </p>
<p>Kingston<br />
skłonił głowę.</p>
<p>- Panie<br />
Kingston, mam wszakże prawo do ostatniego życzenia?</p>
<p>Mężczyzna<br />
skinął głową na znak zgody. Na ten sygnał do Anny podeszła jedna ze służących i<br />
podała kobiecie Biblię. Anna wyciągnęła z niej list i wręczyła go konstablowi.</p>
<p>-<br />
Przekaż go, panie, ode mnie. Król sam zadecyduje, czy zechce go otworzyć i<br />
przeczytać. </p>
<p>- Tak zrobię,<br />
pani – zapewnił Kingston – Pozwól za mną, pani.</p>
<p>Anna, w<br />
otoczeniu służek, wolnym krokiem ruszyła za konstablem Kingstone`m. </p>
<p> </p>
<p>***</p>
<p> </p>
<p>W<br />
królewskim pałacu od rana panowała wesoła, ożywiona atmosfera – dzisiaj bowiem,<br />
na zaproszenie Jego Wysokości, do pałacu przybyła Jane Seymour. Cały dwór<br />
zdawał sobie sprawę, że gości tego dnia przyszłą królową Anglii, dlatego<br />
wszystko musiało być idealne. Idealnie doskonałe do perfekcji…</p>
<p>Król,<br />
zgodnie z obietnicą, spotykał się z Lady Jane w obecności jej rodziny. Komnata<br />
była więc wypełniona wieloma osobami, które podzieliły się na małe grupki<br />
towarzyskie, z których każda miała swoje własne tematy i swoje własne problemy,<br />
a co najważniejsze – swoją własną rolę i spojrzenie na zmianę królowej. </p>
<p>Wśród<br />
owych grupek znajdowała się jedna dwuosobowa, na którą składał się Henryk i<br />
Lady Jane. Król zaprosił ją do swojego stolika, aby mogli nacieszyć się sobą w<br />
pełni.</p>
<p>- Jesteś<br />
doskonała, Jane – szeptał Henryk, całując dłoń kobiety – Tak czysta, tak<br />
niewinna. Jesteś nowym początkiem. </p>
<p>Jane<br />
oblała się pąsem i spuściła oczy.</p>
<p>- Wasza<br />
Wysokość…</p>
<p>- Moja<br />
królowo – szepnął z pasją Henryk. </p>
<p>Król<br />
skrzywił się nieładnie, kiedy właśnie w tym momencie otworzyły się drzwi i do<br />
komnaty wmaszerował Cromwell. </p>
<p>- No i?<br />
– spytał gniewnie – Już po wszystkim? </p>
<p>- Tak,<br />
Wasza Wysokość – skłonił się Cromwell – Mam to, o co prosiłeś, panie.</p>
<p>Henryk<br />
patrzył na niego przez krótką chwilę, próbując zrozumieć, co ten człowiek ma na<br />
myśli. W końcu zrozumiał.  </p>
<p>Wstał ze<br />
swojego krzesła i ukłoniwszy się Lady Jane, opuścił z Cromwellem komnatę.<br />
Komnata, w której gościł przyszłą żonę, przylegała do jego gabinetu. Właśnie<br />
tam dwóch mężczyzn skierowało swoje kroki. </p>
<p>- Więc?<br />
– spytał Henryk, opierając się dłonią o kominek.</p>
<p>Cromwell<br />
uderzył w dłonie, a do komnaty weszła służąca, na wielkim, płytkim kielichu<br />
niosąc małe, podłużne zawiniątko. </p>
<p>Henryk<br />
przez dłuższą chwilę wpatrywał się w to, co przyniesiono. Przedłużającą się<br />
ciszę przerwał Cromwell.</p>
<p>- Wasza<br />
Wysokość, Lady Anna poprosiła o dostarczenie listu – mężczyzna wyjął z kieszeni<br />
list i wręczył go królowi. O dziwo, Henryk bez wahania przyjął papier, jak<br />
gdyby spodziewał się go. Szybko, niecierpliwie złamał pieczęć i przebiegł<br />
oczami kilka linijek:</p>
<p><em> </em></p>
<p><em>                                                                                                                       Najdroższy<br />
Mężu,</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>        <br />
Nasz Pan zesłał mi dzisiaj piękny sen. Łabędziem byłam w Twoim stawie, a<br />
Ty pieściłeś oczy moim widokiem. Byłam piękną i dostojną dla Ciebie…</em></p>
<p><em>(…)</em></p>
<p><em>Niewinną jestem, o czym wiemy oboje,<br />
Henryku. Jeżeli jednak uchybiłam Ci kiedykolwiek, jeżeli nie odpłaciłam Ci się należycie<br />
za dobroć i szacunek, jakimi mnie otoczyłeś, własnym życiem przyjdzie mi za to<br />
zapłacić. </em></p>
<p><em>(…)</em></p>
<p><em>Umrę szczęśliwą, czując, że nie chowam do<br />
Ciebie urazy. Moja miłość silniejszą jest, niż nienawiść i żal. Obiecałam Ci,<br />
że bez chwili wahania umrę za Ciebie i za naszą miłość. Dziś spełnię tę<br />
obietnicę. Umrę dla Ciebie, Henryku.</p>
<p>(…)</em></p>
<p><em>Zawsze powtarzałeś, że winniśmy sobie szczerość,<br />
bo jest esencją miłości. Wyznam Ci więc, że nie żałuję niczego i gdyby dane mi<br />
było powtórnie przeżyć życie, powtórnie pokochałabym Cię, znając cenę.</em></p>
<p><em>(…)</em></p>
<p><em>Miej w pamięci naszą córkę, Elżbietę, jest<br />
bowiem (…)</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>Twoja najwierniejsza żona, Anna.</em></p>
<p><em> </em></p>
<p>Ostatnie<br />
linijki przebiegł oczami naprawdę szybko, czytając jedynie co któryś wyraz. </p>
<p>Tylko<br />
przez krótką chwilę, przez jedno uderzenie serca, pożałował swojej decyzji. Ale<br />
teraz wszystko zaczyna się od nowa. Z Jane. Z czystą Jane, która oczyści jego<br />
serce i serce Anglii. </p>
<p>Wyrwał<br />
służącej z rąk kielich i cisnął nim wraz z listem w płomienie w kominku. </p>
<p>- Pomiot<br />
ladacznicy skończył tak, jak skończyć powinna sama ladacznica – warknął.</p>
<p>Wyszedł<br />
z gabinetu zamaszystym krokiem, ale tuż przed wejściem do komnaty, w której<br />
zgromadzona była rodzina Jane, przywołał na twarz wesoły uśmiech i postarał się<br />
o rozluźnienie mięśni.</p>
<p>Kiedy<br />
wszedł, chwycił puchar z winem i unosząc go, krzyknął:</p>
<p>- Za<br />
Lady Jane Seymour! Za nową królową Anglii i moją przyszłą żonę!</p>
<p>- Za<br />
Lady Jane! – powtórzyli zebrani, zaś Sir John i Sir Edward Seymour krzyczeli<br />
najgłośniej i najweselej.</p>
<p>Henryk<br />
usiadł na powrót na swoim miejscu, ujął dłoń Jane i pocałował ją czule.</p>
<p>-<br />
Wszystko jest piękne – uśmiechnął się.</p>
]]></description>
	<pubDate>Thu, 10 Feb 2011 10:53:05 +0000</pubDate>
</item>
</channel>
</rss>